Otwiera się w nowej karcie

Materiały edukacyjne · dla młodzieży

Mechanizmy hejtu

Jak to działa od środka: dlaczego ludzie hejtują, dlaczego inni się dołączają i dlaczego fala rośnie sama z siebie. Kiedy rozumiesz mechanizm, przestaje wyglądać jak coś, co dzieje się przez ciebie.

40%
nastolatków doświadczyło cyberprzemocy
66%
dzieci doświadczyło przemocy od rówieśników
4 na 10
ofiar nie mówi o tym nikomu
116 111
telefon zaufania, za darmo i anonimowo

Dane: NASK Państwowy Instytut Badawczy, cykl „Nastolatki 3.0" · Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, „Diagnoza przemocy wobec dzieci w Polsce".

Najpierw to

Jeśli dzieje się to teraz

Nie musisz czytać całej strony, żeby dostać pomoc. Te numery są za darmo, anonimowe i nikt nie powie o nich twoim rodzicom bez twojej zgody.

Jedna rzecz, o której warto wiedzieć: dzwoniąc pod 116 111 nie uruchamiasz żadnej procedury. Nikt nie zadzwoni do twojej szkoły, nikt nie przyjedzie do domu. To po prostu rozmowa z kimś, kto zna się na takich sytuacjach i pomoże ci ustalić, co dalej.

Punkt wyjścia

Dlaczego ludzie w ogóle to komuś robią

Zacznijmy od rzeczy, która brzmi dziwnie, ale jest prawdziwa. Hejt bardzo rzadko mówi coś o osobie, w którą jest wymierzony. Prawie zawsze mówi coś o tym, kto go pisze.

Powód pierwszy: żeby poczuć się wyżej. Najprostszy i najczęstszy. Ktoś, kto czuje się gorszy, na chwilę czuje się lepszy, gdy pokaże, że ktoś inny jest gorszy od niego. To działa krótko, więc trzeba powtarzać. Stąd bierze się to, że hejter rzadko poprzestaje na jednym komentarzu.

Powód drugi: żeby należeć do grupy. Dla wielu osób dołączenie do ataku jest opłatą za miejsce w paczce. Nie chodzi o ciebie ani o to, co zrobiłaś czy zrobiłeś. Chodzi o pokazanie tym, którzy patrzą, że jest się po właściwej stronie.

Powód trzeci: żeby odwrócić uwagę od siebie. W klasie, w której ktoś jest atakowany, wszyscy pozostali są bezpieczni. Część osób atakuje dokładnie z tego powodu: dopóki celem jest ktoś inny, celem nie są oni.

Powód czwarty: dla reakcji. Niektórzy piszą po to, żeby coś się wydarzyło. Twoja złość, twoja obrona, twoja odpowiedź - to jest ich nagroda. Przy tym typie brak reakcji działa lepiej niż najlepsza riposta, i za chwilę wyjaśnimy, dlaczego.

Powód piąty: z nudów. Brzmi żałośnie, bo jest żałosne. Część hejtu powstaje dlatego, że ktoś miał wolne popołudnie, nudziło mu się i nie miał lepszego pomysłu na siebie ani na ten dzień.

Powód szósty: bo sam tego doświadcza. Bardzo duża część osób, które krzywdzą, sama jest gdzieś krzywdzona. To nie jest usprawiedliwienie i nie musisz im współczuć. To jest tylko informacja o tym, skąd się to bierze.

Powód siódmy: zemsta za coś, o czym nie masz pojęcia. Czasem chodzi o sprawę sprzed roku, o czyjąś sympatię, o wynik meczu albo o zdanie, którego nawet nie pamiętasz. Szukanie logiki w takim ataku prowadzi donikąd, bo tej logiki po prostu nie ma.

Powód ósmy: bo się da i nic za to nie grozi. To jest ten najważniejszy i najbardziej niepokojący. Z badania NASK wynika, że w 2018 roku trzydzieści sześć procent nastolatków uważało, że osoby obrażające w internecie są bezkarne. W 2022 roku uważało tak już 51,3 procent. Ponad połowa młodych ludzi zakłada dziś, że hejt nie ma żadnych konsekwencji.

Powód dziewiąty: bo ktoś inny mu kazał. Zdarza się częściej, niż widać z zewnątrz. Ktoś rozkręca sprawę, a pisze kilka osób, które w gruncie rzeczy chcą mieć spokój z tym, kto rozkręcał. To wygląda jak spontaniczna reakcja grupy, a jest ustawione przez jedną osobę.

Zwróć uwagę, czego nie ma na tej liście. Nie ma nic o tobie. Ani o twoim wyglądzie, ani o tym, co napisałaś czy napisałeś, ani o żadnej twojej cesze. Bo to nie są przyczyny hejtu - to są tylko pretekst, po który hejter sięgnął, bo akurat był pod ręką.

  • Żeby poczuć się wyżej - działa krótko, więc powtarzają.
  • Żeby należeć do grupy - opłata za miejsce w paczce.
  • Żeby odwrócić uwagę - dopóki cel to ktoś inny, oni są bezpieczni.
  • Dla reakcji - twoja złość jest ich nagrodą.
  • Z nudów - żałosne, bo naprawdę takie jest.
  • Bo sam tego doświadcza - nie musisz współczuć, ale warto wiedzieć.
  • Zemsta za coś nieznanego - logiki w tym nie ma.
  • Bo nic za to nie grozi - tak uważa ponad połowa młodych.

Najważniejszy mechanizm

Dlaczego dołączają ludzie, którzy nic do ciebie nie mają

To pytanie zadaje sobie prawie każdy, kto przez to przechodzi. Skoro połowa tych osób nawet mnie nie zna, to dlaczego piszą? Odpowiedź nie ma z tobą nic wspólnego.

Pierwszy komentarz jest najtrudniejszy, każdy kolejny jest łatwiejszy. Napisanie czegoś przykrego pierwszej osobie wymaga przekroczenia bariery. Napisanie tego jako dziesiąta osoba nie wymaga już prawie nic, bo dziewięć osób przed tobą pokazało, że tak wolno.

Odpowiedzialność się rozmywa. Kiedy pod postem jest sto komentarzy, każdy autor czuje się odpowiedzialny za jedną setną. Nikt nie czuje, że zrobił coś poważnego, choć razem zrobili coś bardzo poważnego. To jest dokładnie ten sam mechanizm, przez który tłum robi rzeczy, których żadna z tych osób nie zrobiłaby w pojedynkę.

Ludzie sprawdzają, co robią inni, zanim zdecydują, co zrobić sami. Jeśli widzą, że wszyscy atakują, zakładają, że atak jest uzasadniony. Nikt nie sprawdza, czy pierwsza osoba miała rację. Zakłada się, że skoro tylu ludzi się zgadza, to coś w tym musi być.

Milczenie świadków jest odczytywane jako zgoda. Osoby, które ci współczują, ale nic nie piszą, są dla reszty niewidoczne. Dla hejtera i dla obserwatorów wygląda to tak, jakby cała grupa była po jednej stronie. Dlatego jeden komentarz w twojej obronie zmienia więcej, niż wydaje się jego autorowi.

Śmiech działa jak paliwo. Osoba, która tylko postawiła reakcję albo napisała „ahaha", uważa, że nie zrobiła nic złego. Dla autora hejtu ta reakcja jest sygnałem, że warto pisać dalej. Bez publiczności większość ataków wygasłaby w ciągu doby.

Grupa broni swojej wersji. Po kilku dniach ludzie, którzy dołączyli, mają już interes w tym, żebyś rzeczywiście był tym, za kogo cię uznali. Przyznanie, że atakowali kogoś bez powodu, oznaczałoby przyznanie się do czegoś nieprzyjemnego o sobie. Dlatego szukają dowodów na to, że mieli rację, zamiast sprawdzić, czy jej nie mieli.

Dlatego pierwsza osoba, która stanie po twojej stronie, jest tak ważna. Nie dlatego, że jej argument jest lepszy, tylko dlatego, że burzy wrażenie jednomyślności. Po jednym takim komentarzu odzywają się zwykle kolejni - ci sami, którzy do tej pory milczeli, bo nie chcieli być jedyni.

Wniosek praktyczny. Liczba osób atakujących nie mówi nic o tym, czy mają rację. Mówi tylko tyle, że mechanizm zadziałał. Sto komentarzy nie znaczy, że sto osób cię ocenia. Znaczy, że jedna osoba zaczęła, a dziewięćdziesiąt dziewięć poszło za nią, nie zastanawiając się ani sekundy.

krok 1

Pierwszy komentarz wymaga przekroczenia bariery.

krok 2

Dziesiąty komentarz nie kosztuje już nic.

krok 3

Każdy czuje się winny jednej setnej.

krok 4

Ci, którzy ci współczują, są niewidoczni.

krok 5

Reakcja i „ahaha" to sygnał, żeby pisać dalej.

krok 6

Bo przyznanie błędu bolałoby ich samych.

Dlaczego w sieci jest gorzej

Co robi ekran postawiony między dwojgiem ludzi

Ta sama osoba, która w klasie nie powiedziałaby ci nic, w komentarzu napisze rzeczy, których nie da się odczytać na głos. To nie jest przypadek. Ekran zdejmuje wszystko, co normalnie powstrzymuje ludzi.

Nie widać twarzy. W rozmowie na żywo widać, kiedy komuś robi się przykro, i większość ludzi wtedy przestaje. W komentarzu nie widać nic. Autor nie dostaje żadnego sygnału, że przesadził, więc nie przestaje.

Nie ma świadków, którzy zareagują od razu. W klasie ktoś może powiedzieć „przestań". W internecie ta sama osoba przewija dalej, bo nie czuje, że to jej sytuacja.

Jest opóźnienie. Piszesz teraz, ktoś czyta za godzinę. Autor nie jest obecny przy tym, jak jego słowa działają, więc łatwiej mu uznać, że nie zadziałały wcale.

Anonimowość zdejmuje ostatnie hamulce. Konto bez nazwiska, konto założone na tę jedną akcję, konto podszywające się pod kogoś innego. Człowiek, który nie ponosi żadnych konsekwencji, zachowuje się inaczej niż ten, który je ponosi.

Warto jednak wiedzieć, że anonimowość jest częściowa. To, że ty nie wiesz, kto pisze, nie znaczy, że nie wie tego nikt. Serwisy mają dane, których nie udostępniają zwykłym użytkownikom, ale udostępniają je na żądanie organów. Zdanie „i tak mnie nie znajdą" bywa prawdziwe przez jakiś czas, a potem przestaje.

Treść zostaje. Zdanie powiedziane na korytarzu znika po chwili. Ten sam tekst w internecie można przeczytać sto razy, wysłać dalej, zrobić z niego zrzut ekranu i wrócić do niego za rok. To jest największa różnica między jednym a drugim i główny powód, dla którego to tak boli.

Można to czytać w kółko. Przy hejcie na żywo trzeba czekać, aż ktoś powtórzy. Przy hejcie w sieci ofiara wraca do tych samych zdań sama, po nocy, po tygodniu. Jeżeli to twoja sytuacja, wyłączenie powiadomień i oddanie telefonu komuś zaufanemu na jeden wieczór nie jest ucieczką. Jest przerwaniem tego jednego mechanizmu.

  • Nie widać twarzy - brak sygnału, żeby przestać.
  • Świadkowie przewijają dalej - nie czują, że to ich sprawa.
  • Opóźnienie - autora nie ma przy skutkach.
  • Anonimowość zdejmuje hamulce - ale jest tylko częściowa.
  • Organy mogą ustalić autora - „nie znajdą mnie" bywa nieprawdą.
  • Treść zostaje - i można ją czytać w kółko.
  • Wyłączenie powiadomień - to nie ucieczka, tylko przerwanie mechanizmu.

Dla dorosłych, którzy to czytają

Te materiały są za darmo. Ktoś za nie płaci

Jeśli jesteś nastolatkiem, ta sekcja nie jest do ciebie - przewiń ją spokojnie dalej i nic nie wpłacaj. Jest do rodziców, nauczycieli i firm, które akurat tu trafiły.

Materiały edukacyjne Fundacji są udostępniane bez opłat i bez zapisów. Można je czytać, drukować, rozdawać w szkole i wykorzystywać na lekcjach bez pytania nas o zgodę. Tak ma zostać, bo materiał, za który trzeba zapłacić, nie dotrze do tych, którzy potrzebują go najbardziej.

Ktoś jednak za to płaci i warto to powiedzieć wprost. Roboczogodzina specjalisty kosztuje od dwustu do tysiąca złotych, zależnie od specjalizacji. Napisanie jednego takiego opracowania, sprawdzenie wszystkich liczb u źródła i utrzymanie go w aktualności to praca, której nikt nie wykonuje za darmo.

Finansujemy to z dwóch źródeł. Z usług komercyjnych świadczonych firmom oraz z darowizn. Zlecenia od firm przychodzą falami, a dzieci piszą i dzwonią codziennie - tę różnicę wypełniają wpłaty od zwykłych ludzi.

Docelowo budujemy Centrum Usuwania Hejtu: miejsce, w którym pod jednym numerem siedzą ludzie od usuwania treści, od procedur i od kontaktu z platformami, dostępni dla każdego, kto zadzwoni. To są pieniądze liczone w milionach i nie ukrywamy tego za skromnym językiem.

Obrońca
20 zł / mies.

Sam nie zmieni nic. Razem z dziesięcioma tysiącami takich wpłat zmienia wszystko. Imię na Ścianie Chwały.

Wybieram
Najczęściej wybierany
Patron
50 zł / mies.

W skali roku kilka roboczogodzin specjalisty. Wyróżnienie na Ścianie Chwały.

Wybieram
Mecenas
100 zł / mies.

Rocznie tyle, ile kosztuje aktualizowanie jednego opracowania takiego jak to. Status Mecenasa.

Wybieram
Strażnik Prawdy
250 zł / mies.

Realny udział w budżecie Centrum. Nazwa lub logo na liście Strażników.

Wybieram

Wolisz ustalić własną kwotę?

Przy większych kwotach rozliczamy się imiennie: podajemy, ile spraw poprowadzono i ilu specjalistów opłacono z tych środków.

50 zł200 zł1 000 zł5 000 zł
Wesprzyj tą kwotą
Najszybciej

Jednorazowa zrzutka

Bez subskrypcji i bez zakładania konta, w kilkanaście sekund, dowolną kwotą i można anonimowo. Zbiórka jest publiczna, więc widać na niej, ile zebrano.

Po adres aktualnej zbiórki prosimy dzwonić pod 222 900 142.

Dla firm i darowizn większych

Przelew na konto

Sfinansowanie etatu specjalisty, puli spraw prowadzonych bez opłat albo konkretnego elementu Centrum. Rozliczamy się imiennie i policzalnie, bez sponsoringu z logo.

Fundacja Usuwanie Hejtu
Numer konta: 42 1600 1462 1783 5776 0000 0002
Tytuł: darowizna na bieżące działania

Progi i tytuły darczyńców wymagają podłączenia pod bramkę płatności.

Anatomia

Jak rośnie fala hejtu i kiedy zaczyna opadać

Fale hejtu mają zaskakująco powtarzalny przebieg. Kiedy wiesz, na którym jesteś etapie, przestaje to wyglądać jak coś, co będzie trwało wiecznie. Bo nie będzie.

Iskra. Zdjęcie, wypowiedź, plotka, czasem coś, czego w ogóle nie zrobiłaś ani nie zrobiłeś. Iskra prawie nigdy nie jest prawdziwą przyczyną - jest tylko pretekstem, na który akurat czekano.

Pierwsze godziny. Kilka osób, zwykle tych, które i tak szukały okazji. Na tym etapie zablokowanie ich i zgłoszenie treści działa najlepiej, bo nie ma jeszcze publiczności.

Doba pierwsza: szczyt. Tu przychodzi najwięcej. Dołączają ludzie, którzy nic do ciebie nie mają, bo mechanizm z poprzedniej sekcji działa pełną parą. To jest moment, w którym najbardziej chce się odpowiedzieć - i najgorszy możliwy moment, żeby to zrobić.

Dlaczego odpowiadanie przedłuża falę. Każda twoja odpowiedź to nowe powiadomienie dla wszystkich obserwujących, nowy komentarz podbijający post i nowy dowód na to, że reagujesz. Dla osoby piszącej dla reakcji twoja odpowiedź jest dokładnie tym, po co pisała.

Dni od drugiego do czwartego: wygasanie. Zainteresowanie spada szybko, bo pojawia się coś nowego. Grupa, która atakowała, potrzebuje kolejnego tematu i zwykle go znajduje. To brzmi cynicznie, ale dla ciebie jest dobrą wiadomością.

Tydzień drugi: cisza i pojedyncze powroty. Zostaje jedna albo dwie osoby, które nie odpuszczają. To już nie jest fala, tylko konkretna osoba - a z konkretną osobą da się coś zrobić, w przeciwieństwie do tłumu.

To, co zostaje później. Treść w sieci i twoja pamięć o tym. Pierwsze da się usuwać i pomagamy w tym za darmo. Drugie wymaga czasu i czasem rozmowy z kimś, kto się na tym zna - i to nie jest oznaka słabości, tylko normalna kolej rzeczy po czymś takim.

Jedna rzecz, którą warto zapisać sobie na pierwszą dobę. To jest moment, w którym najbardziej chce się usunąć konto, odpisać wszystkim albo zrobić coś nieodwracalnego. Nie rób tego tego dnia. Zrób zrzuty, wycisz powiadomienia, oddaj telefon na wieczór i wróć do tego jutro - jutro ta sama sytuacja wygląda inaczej i decyzje podejmuje się lepsze.

Najważniejsze zdanie z tej sekcji. W pierwszej dobie wydaje się, że tak będzie zawsze. Nie będzie. Prawie każda fala wygasa w ciągu kilku dni, a to, co po niej zostaje, da się posprzątać.

iskra

Czekano na okazję, ty ją tylko przypadkiem dałaś lub dałeś.

godziny

Najlepszy moment na zgłoszenie i blokadę.

doba 1

Najwięcej komentarzy i największa pokusa, żeby odpowiedzieć.

dni 2-4

Grupa znajduje nowy temat.

tydzień 2

Z konkretną osobą da się coś zrobić.

potem

Pierwsze usuwamy. Drugie wymaga czasu.

Trzeci gracz

Rola algorytmu, czyli dlaczego widzi to tyle osób naraz

Jest jeszcze ktoś, kogo nie widać w tej historii, a kto ma na nią duży wpływ. Systemy, które decydują, komu pokazać jaką treść.

Zacznijmy od podstawy. To, co widzisz w aplikacji, nie jest listą wszystkiego, co się wydarzyło. Jest wyborem, którego dokonał program, kierując się tym, na co ludzie najczęściej reagują. Treść, pod którą jest awantura, dostaje więcej wyświetleń niż treść, pod którą nie dzieje się nic.

To ustalenie nie jest naszym domysłem. Z dokumentów ujawnionych przez Frances Haugen, byłą pracowniczkę Facebooka, wynika, że po zmianie sposobu układania treści wewnętrzni badacze samej firmy stwierdzili, iż zmiana wzmocniła materiały dzielące ludzi, gniewne i niskiej jakości.

Drugie badanie mówi to samo o filmach. Fundacja Mozilla przeprowadziła największe badanie społecznościowe algorytmu YouTube'a: ponad trzydzieści siedem tysięcy ochotników z dziewięćdziesięciu jeden krajów zgłaszało filmy, których obejrzenia żałowali. Zdecydowana większość tych materiałów nie została przez nikogo wyszukana - podsunął je sam serwis. Wśród najczęstszych kategorii znalazły się mowa nienawiści, przemoc i nękanie.

Co to znaczy dla ciebie w praktyce. Im więcej awantury pod postem o tobie, tym więcej osób go zobaczy -nie dlatego, że ktoś tak chce, tylko dlatego, że tak działa system. To jest kolejny powód, dla którego odpowiadanie w pierwszej dobie pogarsza sprawę: każda odpowiedź to kolejna interakcja, a interakcje podbijają zasięg.

I dlatego zgłaszanie działa lepiej niż odpowiadanie. Zgłoszenie nie jest interakcją publiczną. Nie podbija posta, nie generuje powiadomień dla obserwujących i nie daje autorowi satysfakcji. Za to uruchamia mechanizm, który może treść usunąć.

Czego przy tym nie twierdzimy. Nie twierdzimy, że którakolwiek firma celowo rozpowszechnia hejt. Przytaczamy ustalenia opublikowane przez inne organizacje oraz to, co wynika z samej konstrukcji tych systemów. Ocena czyichś intencji nie należy do nas.

Jedna rzecz, o której warto pamiętać. Skoro system premiuje treści wywołujące emocje, to twoje własne konto też jest częścią tego mechanizmu. Każde udostępnienie cudzej awantury, każde „ahaha" pod komentarzem i każde wejście w spór podbija coś, czego nikt nie chciałby zobaczyć pod swoim nazwiskiem.

  • To nie jest lista wszystkiego - tylko wybór programu.
  • Awantura daje zasięg - spokojna treść go nie dostaje.
  • Dokumenty Haugen - badacze firmy sami to stwierdzili.
  • Badanie Mozilli - szkodliwe filmy były podsuwane, nie wyszukiwane.
  • Odpowiadanie podbija zasięg - każda odpowiedź to interakcja.
  • Zgłoszenie nie podbija - i może usunąć treść.
  • Twoje konto też liczy - każde udostępnienie coś podbija.

Największa siła

To świadkowie decydują tu o wszystkim

Jeśli czytasz to, bo obserwujesz coś takiego u kogoś w klasie, to ta sekcja jest najważniejsza z całej strony. Osoba stojąca obok ma większy wpływ na przebieg tej sytuacji niż osoba atakowana.

Dlaczego akurat świadek. Atakowany nie może nic zrobić z tym, jak grupa go widzi - cokolwiek powie, zostanie odczytane jako obrona. Świadek nie jest stroną, więc jego zdanie waży inaczej. Jedno „przesadzasz" napisane przez kogoś neutralnego potrafi zatrzymać falę, której nie zatrzyma dziesięć wiadomości od ofiary.

Nie trzeba być bohaterem. Publiczne wystąpienie przeciwko grupie jest trudne i nie każdy to udźwignie. Ale są rzeczy dużo prostsze, które działają prawie tak samo dobrze.

Napisz do tej osoby prywatnie. Jedna wiadomość „widzę, co się dzieje, to jest chore" znaczy więcej, niż myślisz. Osoba atakowana najbardziej cierpi z powodu poczucia, że wszyscy są przeciwko niej. Jedna wiadomość burzy to poczucie.

Nie dawaj żadnej reakcji. Nie udostępniaj, nie komentuj, nie stawiaj śmieszka i nie wchodź w to nawet z ciekawości. To brzmi jak nic, ale publiczność jest paliwem całego mechanizmu. Bez niej większość ataków wygasa w ciągu doby.

Zgłoś treść. Możesz to zrobić, nawet jeśli nie dotyczy ciebie i nawet jeśli nie znasz dobrze osoby, o którą chodzi. Zgłoszenie jest anonimowe - autor nie dowie się, kto je wysłał, i nie ma sposobu, żeby to ustalił.

Powiedz dorosłemu, jeśli sprawa jest poważna. Przy groźbach, zdjęciach, szantażu albo gdy widzisz, że komuś dzieje się naprawdę źle. To nie jest donoszenie i warto znać różnicę: donoszenie ma komuś zaszkodzić, a mówienie ma komuś pomóc. To jedno rozróżnienie zdejmuje największy opór, jaki mają wszyscy w twoim wieku.

Nie musisz odgrywać śledczego ani rozjemcy. Nie trzeba ustalać, kto zaczął, ani konfrontować się ze sprawcą. Wystarczy nie dokładać, wesprzeć osobę atakowaną i zgłosić treść. Reszta nie jest twoją robotą.

Jeśli sam kiedyś dołączyłaś albo dołączyłeś do takiej akcji, to też coś, z czym da się coś zrobić. Można napisać jedno zdanie: „przepraszam, nie powinienem". Ludzie zwykle spodziewają się, że to będzie upokarzające, a prawie zawsze kończy się inaczej, niż zakładali.

  • Twoje zdanie waży więcej - bo nie jesteś stroną.
  • Napisz prywatnie - jedna wiadomość burzy poczucie osamotnienia.
  • Nie dawaj reakcji - publiczność jest paliwem.
  • Zgłoś treść - anonimowo, nawet jeśli nie dotyczy ciebie.
  • Powiedz dorosłemu przy groźbach - to nie jest donoszenie.
  • Donoszenie a mówienie - jedno ma szkodzić, drugie pomóc.
  • Bez odgrywania śledczego - nie musisz ustalać, kto zaczął.

Rzecz do zapamiętania

Nie, to naprawdę nie jest twoja wina

Prawie każdy, kto przez to przechodzi, w pewnym momencie zaczyna szukać, co zrobił źle. To jest naturalne i całkowicie mylące.

Skąd się bierze to szukanie. Ludzki mózg nie znosi sytuacji, na które nie ma wpływu. Jeżeli uznasz, że to twoja wina, to znaczy, że wystarczy coś zmienić i będzie dobrze. To jest złudzenie kontroli i działa jak pułapka, bo nie ma czego zmieniać.

Wróć do listy powodów z początku tej strony. Poczucie wyższości, wejście do grupy, odwrócenie uwagi od siebie, nuda, zemsta za coś sprzed roku, przekonanie o bezkarności. Na tej liście nie ma nic o tobie - i to nie jest pocieszenie, tylko opis tego, jak ten mechanizm działa.

Ta sama grupa zaatakuje kogoś innego, gdy ty znikniesz. To jest brutalne zdanie, ale bardzo dobrze pokazuje, o co chodzi. Gdyby przyczyna leżała w tobie, wraz z twoim odejściem problem by zniknął. Nie zniknie, bo przyczyna nigdy nie leżała po twojej stronie.

Nawet jeśli faktycznie coś zrobiłaś albo zrobiłeś. Powiedziałaś komuś coś przykrego, wysłałeś głupi komentarz, wdałaś się w kłótnię. To znaczy, że popełniłaś błąd, tak jak wszyscy. Błąd załatwia się przeprosinami i rozmową. Nie załatwia się go miesiącem hejtu od trzydziestu osób - i nikt nie ma prawa wystawić ci takiego rachunku.

Wstyd jest największą przeszkodą. Z badania NASK wynika, że około czterdziestu procent ofiar cyberprzemocy nie powiedziało o niej nikomu. Nie z powodu strachu przed sprawcą, tylko dlatego, że ludzie wstydzą się przyznać, że ktoś ich upokorzył. Wstyd jest w tej sytuacji zawsze po niewłaściwej stronie - powinien być po stronie tych, którzy piszą.

Nie jesteś w tym wyjątkiem. Czterdzieści procent nastolatków w Polsce doświadczyło cyberprzemocy, a sześćdziesiąt sześć procent dzieci doświadczyło przemocy ze strony rówieśników. To nie jest twoja osobista porażka. To jest coś, co spotyka bardzo wielu ludzi, o czym prawie nikt nie mówi głośno.

Jedna rzecz, którą warto powiedzieć na głos. To, że ktoś ci to zrobił, nie znaczy, że jesteś słabsza albo słabszy od innych. Znaczy tylko tyle, że akurat tam padło. Ludzie, którym się to przydarzyło, opowiadają potem, że najbardziej pomogło im nie usunięcie treści, tylko moment, w którym ktoś powiedział im wprost: to nie ty jesteś tu problemem.

I ostatnia rzecz. Jeśli czytasz to i czujesz, że jest ci naprawdę ciężko, zadzwoń pod 116 111. Nie po to, żeby coś zgłaszać, i nie po to, żeby cokolwiek się uruchomiło. Po to, żeby porozmawiać z kimś, kto zna takie sytuacje i wie, co pomaga. To jest za darmo, anonimowo i działa całą dobę.

  • Szukanie winy u siebie - to złudzenie kontroli.
  • Na liście powodów nie ma ciebie - ani jednego.
  • Zaatakują kogoś innego - gdy ty znikniesz.
  • Błąd załatwia się przeprosinami - nie miesiącem hejtu.
  • Wstyd jest po złej stronie - powinien być po stronie piszących.
  • 4 na 10 nie mówi nikomu - z powodu wstydu, nie strachu.
  • 116 111 - żeby porozmawiać, nie żeby coś zgłaszać.

Kto pisze

Siedem typów osób, które zwykle biorą w tym udział

W każdej takiej sytuacji powtarzają się te same role. Rozpoznanie ich pomaga, bo z każdą z tych osób postępuje się inaczej.

Inicjator. Zaczyna, zwykle jedna osoba. Ma jakiś powód, choć rzadko ten, o którym mówi publicznie. To jest osoba, którą warto zgłosić w pierwszej kolejności, bo bez niej fala zwykle nie ruszyłaby wcale.

Doganiacz. Dołącza w pierwszych godzinach, żeby być częścią czegoś. Nie ma do ciebie nic osobistego. Po kilku dniach zwykle nawet nie pamięta, że coś napisał.

Publiczność. Nie pisze nic, ale stawia reakcje, ogląda i przewija dalej. Uważa, że nie robi nic złego, a bez niej cały mechanizm nie działa. To jest największa grupa i to ona decyduje, czy fala urośnie.

Prowokator. Pisze po to, żebyś odpowiedziała lub odpowiedział. Twoja reakcja jest jego celem, więc jej brak odbiera temu sens szybciej niż cokolwiek innego.

Ten, który mówi „to tylko żart". Broni się intencją, gdy zwrócisz mu uwagę. Warto znać jedno zdanie na tę okoliczność: o tym, czy coś jest żartem, decyduje reakcja odbiorcy, nie zamiar autora.

Milczący sojusznik. Jest ci przykro razem z tobą i nic nie pisze, bo nie wie jak. Zwykle takich osób jest więcej, niż zakładasz. Wystarczy, że jedna z nich napisze do ciebie prywatnie, żeby wszystko wyglądało inaczej.

Uparty. Ten, który zostaje po wygaśnięciu fali i nie odpuszcza. To już nie jest tłum, tylko konkretna osoba, a z konkretną osobą da się coś zrobić: udokumentować, zgłosić, a przy poważniejszych sprawach skierować sprawę wyżej.

Jeszcze jedna rzecz o publiczności. Bardzo wiele osób z tej grupy po fakcie mówi, że wcale nie było im do śmiechu i że po prostu nie wiedziały, co zrobić. To prawda i dlatego warto im dać coś prostego do zrobienia: nie stawiać reakcji, nie udostępniać i napisać jedną wiadomość prywatnie. Tyle wystarczy, a nie wymaga odwagi.

Do czego to jest przydatne. Bo pokazuje, ile z tego, co widzisz, jest naprawdę wymierzone w ciebie. Zwykle jedna osoba, czasem dwie. Reszta to ludzie, którzy weszli w mechanizm i wyjdą z niego, gdy tylko pojawi się coś nowego.

  • Inicjator - zwykle jeden. Zgłoś w pierwszej kolejności.
  • Doganiacz - dołącza dla przynależności, nie z powodu ciebie.
  • Publiczność - największa grupa, decyduje o wszystkim.
  • Prowokator - żyje z twojej reakcji.
  • „To tylko żart" - decyduje odbiór, nie intencja.
  • Milczący sojusznik - jest ich więcej, niż myślisz.
  • Uparty - konkretna osoba, a z taką da się coś zrobić.

Sieć i klasa

Dlaczego to prawie nigdy nie dzieje się tylko w internecie

Hejt bardzo rzadko jest osobnym zjawiskiem. Prawie zawsze jest przedłużeniem czegoś, co dzieje się także w szkole, w klasie albo w grupie znajomych.

Liczby to potwierdzają. Z diagnozy Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że sześćdziesiąt sześć procent dzieci doświadczyło przemocy ze strony rówieśników, a odsetek osób doświadczających długotrwałego znęcania się wzrósł z jedenastu procent w 2013 roku do osiemnastu w 2023. Rośnie także przemoc psychiczna od rówieśników: z dwudziestu ośmiu do czterdziestu trzech procent.

Co z tego wynika dla ciebie. Że wyłączenie telefonu nie zakończy sprawy, jeśli te same osoby zobaczysz jutro na korytarzu. I odwrotnie - rozwiązanie sprawy w klasie zwykle wygasza to, co dzieje się w sieci, bo obie rzeczy mają to samo źródło.

Dlatego szkoła jest częścią rozwiązania, nawet jeśli w to nie wierzysz. Każda placówka ma obowiązek posiadać standardy ochrony małoletnich i publikować je na swojej stronie, także w wersji napisanej dla uczniów. To jest dokument, który mówi, kto w twojej szkole przyjmuje takie zgłoszenia i co się z nimi dzieje dalej. Warto go przeczytać, zanim będzie potrzebny.

Wybierz osobę, nie funkcję. Nie idzie się do „pedagoga szkolnego" jako do stanowiska. Idzie się do konkretnego człowieka, którego się zna i któremu się ufa - może to być bibliotekarka, trener albo nauczyciel od przedmiotu, którego nawet nie lubisz. Ważne, żeby to była osoba, przy której nie musisz udawać.

Jeśli w szkole nikogo takiego nie ma, zostaje poradnia psychologiczno-pedagogiczna. Jest w każdym powiecie, jest bezpłatna, nie trzeba skierowania i można się tam umówić bez informowania szkoły.

I rzecz, o której mało kto mówi. Do poradni może pójść też twój rodzic, sam, bez ciebie - żeby dowiedzieć się, jak z tobą rozmawiać. Jeżeli rodzic chce pomóc, a nie wie jak, to jest najlepsze miejsce, żeby zaczął.

  • 66% - doświadczyło przemocy od rówieśników.
  • 11% → 18% - długotrwałe znęcanie się w ciągu dekady.
  • 28% → 43% - przemoc psychiczna od rówieśników.
  • Wyłączenie telefonu nie kończy sprawy - jeśli źródło jest w klasie.
  • Standardy ochrony małoletnich - każda szkoła musi je mieć.
  • Osoba, nie funkcja - ktoś, kogo znasz z imienia.
  • Poradnia w powiecie - bezpłatnie, bez skierowania.

Bez owijania

Dlaczego to boli o wiele bardziej, niż wszyscy zakładają

Zdanie „przecież to tylko internet" jest jednym z najgłupszych, jakie można w tej sytuacji usłyszeć. Poniżej powody, dla których to nie działa tak, jak wyobrażają sobie dorośli.

Bo publiczność jest realna i bardzo duża. Przy przykrym zdaniu na korytarzu słyszy je kilka osób. Przy poście widzi je cała klasa, znajomi z innej szkoły i ludzie, których w ogóle nie znasz. Skala jest inna i nie ma sensu udawać, że jest podobna.

Bo nie ma miejsca, w którym to się kończy. Kiedyś dom był miejscem, gdzie sprawy szkolne zostawały za drzwiami. Dziś telefon leży na biurku i to samo dzieje się o dwudziestej drugiej.

Bo można to czytać w kółko. I prawie każdy to robi, chociaż wie, że nie powinien. To nie jest brak silnej woli - tak działa uwaga człowieka, gdy coś zagraża jego pozycji w grupie.

Bo grupa rówieśnicza jest w twoim wieku najważniejsza na świecie i to nie jest żadna wada. W okresie dorastania miejsce wśród rówieśników ma ogromne znaczenie i to jest normalne, a nie oznaka słabości. Atak, który uderza właśnie w to miejsce, boli dokładnie tak, jak boli.

Bo nie da się przewidzieć, kiedy wróci. Sprawa cichnie na miesiąc i wraca jednym komentarzem. To ciągłe czekanie potrafi być trudniejsze od samych treści.

Co z tym zrobić. Ograniczyć powroty do tych treści: wyłączyć powiadomienia, wyciszyć konta, oddać komuś telefon na wieczór. To nie jest ucieczka od problemu, tylko przerwanie jednego konkretnego mechanizmu, który sam z siebie robi krzywdę.

I najważniejsze. Jeżeli czujesz, że nie dajesz rady - że nie chce ci się wstawać, że nie masz ochoty iść do szkoły, że myślisz o tym cały czas - powiedz o tym komuś dorosłemu albo zadzwoń pod 116 111. To jest za darmo, anonimowo i całą dobę. Nie musisz mieć „wystarczająco poważnego" powodu, żeby zadzwonić. Wystarczy, że jest ci ciężko.

skala

Widzi to cała klasa i ludzie, których nie znasz.

czas

To samo dzieje się o dwudziestej drugiej.

powtarzanie

Prawie każdy to robi, chociaż wie, że nie powinien.

grupa

To normalne, a nie oznaka słabości.

powroty

Czekanie bywa trudniejsze niż same treści.

116 111

Wystarczy, że jest ci ciężko.

Rozpoznawanie

Dwanaście mechanizmów, które warto umieć nazwać po imieniu

Kiedy coś ma nazwę, przestaje być mgłą. Poniżej rzeczy, które dzieją się najczęściej - z krótkim opisem, jak działają.

Zmasowany atak

Wiele osób pisze do jednej w krótkim czasie. Szczyt przypada na pierwszą dobę i zwykle wygasa w kilka dni.

Wykluczenie

Usunięcie z grupy, pominięcie w zaproszeniu, cisza. Nie zostawia śladu, więc trudno to zgłosić - i dlatego bywa dotkliwsze od komentarzy.

Ośmieszanie

Przeróbki zdjęć, przezwiska, memy. Sprawca broni się, że to żart, ale o tym, czy coś jest żartem, decyduje reakcja odbiorcy, nie intencja autora.

Podszywanie się

Konto z twoim imieniem i zdjęciem, piszące rzeczy, których nigdy nie napisałaś ani nie napisałeś. To osobna kategoria zgłoszenia i zwykle rozpatrywana szybciej.

Przejęcie konta

Ktoś wchodzi na twój profil i pisze z niego. Pierwszy krok to zmiana hasła i włączenie logowania dwuetapowego, a dopiero potem zgłoszenie.

Ujawnienie danych

Publikacja adresu, szkoły, numeru telefonu. To jest moment, w którym sprawa wychodzi poza internet - i moment, w którym trzeba powiedzieć dorosłemu.

Szantaż

Groźba opublikowania czegoś, jeśli czegoś nie zrobisz. Nigdy nie spełniaj żądań i nie płać. Dzwoń pod 112 i powiedz dorosłemu.

Prowokowanie dla reakcji

Pisanie po to, żebyś odpowiedziała lub odpowiedział. Brak reakcji odbiera temu sens szybciej niż jakakolwiek riposta.

Plotka podana jako fakt

Zdanie „podobno on…" rozchodzi się szybciej niż sprostowanie i prawie nigdy nie zostaje odwołane.

Wciąganie w kłótnię

Ktoś prowokuje cię do ostrej odpowiedzi, robi z niej zrzut ekranu i pokazuje jako dowód, że to ty jesteś problemem.

Grupa przeciw jednej osobie

Kilka osób umawia się na wspólne działanie. Wygląda jak spontaniczna reakcja, a jest ustawione.

Powrót po czasie

Sprawa cichnie i wraca po miesiącach, zwykle wtedy, gdy zaczyna ci się układać. To ten sam mechanizm, nie nowa sprawa.

Wszystkie dwanaście łączy jedno: żaden nie zaczyna się od ciebie. Zaczynają się od czyjejś potrzeby - bycia wyżej, przynależenia do grupy, odwrócenia uwagi od siebie albo zwykłej nudy. Ty jesteś w tej historii miejscem, w które to trafiło, a nie powodem, dla którego się zaczęło.

Przewaga

Osiem rzeczy, o których hejter wolałby, żebyś nie wiedziała ani nie wiedział

Cała siła tego mechanizmu opiera się na kilku przekonaniach, które są nieprawdziwe. Kiedy je znasz, przestaje działać tak, jak działał.

Że jest anonimowy. Nie jest, a już na pewno nie wobec organów. Serwisy przechowują dane, których nie pokazują użytkownikom, ale udostępniają je na żądanie w postępowaniu. Przekonanie „i tak mnie nie znajdą" jest jednym z powodów, dla których ludzie piszą - i jest po prostu nieprawdziwe.

Że nic za to nie grozi. Część zachowań w sieci ma konsekwencje prawne: groźby, nękanie, publikowanie cudzych danych, podszywanie się, rozpowszechnianie czyichś zdjęć bez zgody. Nie każdy przykry komentarz jest przestępstwem i nie twierdzimy inaczej, ale granica istnieje i bywa przekraczana częściej, niż piszący zakładają.

Że zrzut ekranu nic nie da. Da bardzo dużo. Zrzut z widoczną nazwą konta, datą, treścią i adresem strony jest dowodem, który działa również wtedy, gdy autor skasuje wpis. Dlatego zabezpieczenie treści jest zawsze pierwszym krokiem, przed blokowaniem i przed zgłaszaniem.

Że skasowanie wystarczy, żeby się wybronić. Nie wystarcza, jeśli ktoś wcześniej zrobił zrzut. To działa w obie strony i warto o tym pamiętać także wtedy, gdy to ty jesteś autorem czegoś głupiego.

Że nie masz się do kogo zwrócić. Masz: 116 111 działa całą dobę, za darmo i anonimowo. Do tego zgłoszenie w serwisie, szkolny pedagog, poradnia psychologiczno-pedagogiczna w twoim powiecie i my. Hejt opiera się na przekonaniu ofiary, że jest sama, i to przekonanie jest fałszywe.

Że po odmowie serwisu sprawa jest skończona. Nie jest. Pierwsze zgłoszenie ocenia zwykle program automatyczny. Od odmowy można się odwołać, a odwołanie trafia często do człowieka - i to na tym etapie usuwa się najwięcej treści. Większość ludzi rezygnuje tuż przed najskuteczniejszym krokiem.

Że wszyscy są po jego stronie. Nie są. Milczący są niewidoczni, przez co wygląda to na jednomyślność, ale w prawie każdej takiej sytuacji jest grupa osób, którym to nie odpowiada, a które nie wiedzą, jak zareagować.

Że to będzie trwało wiecznie. Nie będzie. Prawie każda fala wygasa w kilka dni, bo grupa potrzebuje nowego tematu. To, co zostaje w sieci, da się usuwać, a my robimy to dla osób niepełnoletnich bez opłat.

mit 1

Nie wobec organów. Dane istnieją.

mit 2

Granica istnieje i bywa przekraczana.

mit 3

Działa nawet po skasowaniu wpisu.

mit 4

Nie, jeśli ktoś zdążył zrobić zrzut.

mit 5

116 111, szkoła, poradnia, my.

mit 6

Odwołanie trafia do człowieka.

mit 7

Milczący są tylko niewidoczni.

mit 8

Prawie każda fala wygasa w kilka dni.

Ważne rozróżnienie

Nie każda przykra rzecz w sieci to od razu hejt

To jest sekcja, którą powinien przeczytać każdy, także ten, kto nigdy nie był atakowany. Bo mylenie krytyki z hejtem szkodzi obu stronom.

Krytyka dotyczy tego, co zrobiłaś albo zrobiłeś. „Ta praca jest słaba", „zachowałeś się wtedy podle", „nie zgadzam się z tym, co napisałaś". Bywa niesprawiedliwa, bywa napisana w złości i bywa przykra - ale dotyczy czynu i pozwala odpowiedzieć albo coś zmienić.

Hejt dotyczy ciebie jako osoby. Twojego wyglądu, twojej rodziny, twojego głosu, tego, kim jesteś. Nie da się na to odpowiedzieć argumentem, bo nie jest to argument. Celem nie jest ocena czegokolwiek, tylko sprawienie ci przykrości.

Prosty test, który zwykle wystarcza. Zapytaj, czy z tego zdania da się coś zrobić. Jeżeli tak - to krytyka, nawet ostra. Jeżeli nie da się z nim zrobić nic poza poczuciem się gorzej - to hejt.

Drugi test: czy chodzi o sprawę, czy o osobę. „Twój argument jest błędny, bo…" dotyczy sprawy. „Jesteś głupia, więc twój argument jest błędny" dotyczy osoby. Pierwsze można rozstrzygnąć, drugiego nie.

Po co ci to rozróżnienie. Bo działa w obie strony. Chroni cię przed uznaniem każdej niewygodnej uwagi za atak - a to jest pułapka, w którą łatwo wpaść. I chroni innych przed tobą, gdy to ty piszesz coś w złości.

Zasłużona krytyka też się zdarza. Jeśli faktycznie zrobiłaś lub zrobiłeś coś złego, najlepszą reakcją jest przyznanie się i naprawienie. Brzmi banalnie, a bardzo dobrze działa: większość spraw kończy się na jednym zdaniu „masz rację, przepraszam". Awantura zaczyna się dopiero wtedy, gdy zamiast tego pojawia się tłumaczenie.

I jeszcze jedno, o czym mało kto mówi. Duża część fal hejtu zaczyna się nie od ataku, tylko od jednej prawdziwej skargi, którą ktoś potraktował lekceważąco. Reakcja na krytykę bywa ważniejsza od samej krytyki.

  • Krytyka dotyczy czynu -  da się na nią odpowiedzieć.
  • Hejt dotyczy osoby - nie jest argumentem.
  • Test pierwszy - czy da się z tym coś zrobić?
  • Test drugi - o sprawę chodzi czy o człowieka?
  • Działa w obie strony - chroni ciebie i innych przed tobą.
  • „Masz rację, przepraszam" - kończy większość spraw.
  • Fala od lekceważenia - częściej niż od ataku.

Trudny temat

A jeśli to ty coś takiego napisałaś albo napisałeś

Ta sekcja jest tu celowo. Bardzo wiele osób, które hejtowały, nigdy nie planowało zostać hejterem - po prostu weszły w mechanizm opisany wyżej i zorientowały się dopiero później.

Zacznij od tego, że to nie czyni z ciebie potwora. Uczestniczenie w takiej akcji jest niestety zwyczajne. Efekt grupy działa na wszystkich, także na ludzi, którzy uważają się za porządnych. To wyjaśnienie, nie usprawiedliwienie.

Skasowanie wpisu to nie jest naprawienie. Warto go skasować, ale osoba, której to dotyczyło, i tak go przeczytała, a być może ma zrzut ekranu. Sam kasownik niczego nie cofa.

Napisz jedno zdanie. „Przepraszam, nie powinienem tego pisać." Bez tłumaczenia się, bez wyjaśniania, że to był żart, i bez dopisku, że tamta osoba też coś zrobiła. Same przeprosiny, koniec.

Ludzie zwykle spodziewają się, że to będzie upokarzające. Prawie nigdy takie nie jest. W większości przypadków druga strona odpowiada krótko i sprawa się kończy. Rzadko kiedy jedno zdanie robi tak dużą różnicę przy tak małym koszcie.

Jeśli byłaś częścią publiczności. Reakcje, udostępnienia, „ahaha" pod komentarzem -to też jest udział, choć nie wygląda na to z twojej strony. Bez publiczności większość fal wygasłaby w ciągu doby. Wystarczy przestać.

Jeśli boisz się, że będą konsekwencje. Przy poważniejszych rzeczach - groźbach, publikowaniu czyichś zdjęć, ujawnianiu danych - konsekwencje faktycznie mogą być. Wtedy najgorsze, co można zrobić, to udawać, że się nie stało. Powiedz o tym dorosłemu, któremu ufasz, zanim zrobi to ktoś inny.

I najważniejsze zdanie tej sekcji. To, że raz coś takiego napisałaś albo napisałeś, nie znaczy, że musisz robić to dalej, żeby być spójnym. Zmiana zdania nie jest słabością i nikt normalny nie będzie się z tego śmiał dłużej niż jeden dzień.

  • To nie czyni z ciebie potwora - efekt grupy działa na każdego.
  • Skasowanie nie naprawia - tamta osoba już to przeczytała.
  • Jedno zdanie wystarczy - bez tłumaczenia i bez „ale".
  • Rzadko bywa upokarzające -zwykle kończy sprawę.
  • Reakcje to też udział - wystarczy przestać.
  • Przy poważnych rzeczach powiedz dorosłemu - zanim zrobi to ktoś inny.
  • Zmiana zdania to nie słabość - nie musisz brnąć dalej.

Granice

Kiedy hejt przestaje być tylko przykry

To jest część, o której prawie nikt młodym ludziom nie mówi. Część zachowań w internecie ma konsekwencje prawne - i wiedzą o tym zaskakująco nieliczni.

Jak bardzo nieliczni. Z badania Centrum Badania Opinii Społecznej wynika, że zaledwie trzy dziesiąte procenta dorosłych określiło mowę nienawiści jako przestępstwo. Nie chodzi o to, że ludzie znają przepisy pobieżnie - chodzi o to, że sama myśl „to może mieć konsekwencje" praktycznie nikomu nie przychodzi do głowy.

To wyjaśnia bardzo dużo. Ludzie nie zgłaszają nie dlatego, że im się nie chce. Nie zgłaszają, bo nie wiedzą, że jest co zgłaszać. Nie idą nigdzie, bo zakładają, że w internecie nic się nie da zrobić.

Nie każdy przykry komentarz jest przestępstwem i nie zamierzamy nikogo straszyć. Bardzo duża część hejtu, choć jest podła, nie wypełnia znamion żadnego czynu zabronionego. Ale są kategorie, przy których to się zmienia - i warto je znać po obu stronach.

Groźby. Zapowiedź zrobienia komuś krzywdy, także napisana „dla żartu". Przy groźbach nie czeka się i nie analizuje, czy autor to serio - dzwoni się pod 112.

Nękanie. Uporczywe, powtarzające się działanie wzbudzające poczucie zagrożenia. Kluczowe jest tu słowo „powtarzające" - dlatego udokumentowana chronologia zdarzeń ma tak duże znaczenie.

Publikowanie czyichś danych. Adresu, szkoły, numeru telefonu. To jest moment, w którym sprawa wychodzi z internetu do świata rzeczywistego, i traktuje się ją zupełnie inaczej niż komentarz.

Podszywanie się pod kogoś. Zakładanie konta z cudzym imieniem i zdjęciem, pisanie z niego. Osobna kategoria, zwykle rozpatrywana przez serwisy szybciej niż zgłoszenia dotyczące treści.

Rozpowszechnianie czyichś zdjęć bez zgody. Zwłaszcza intymnych. Przy osobach niepełnoletnich jest to sprawa najcięższego kalibru i nie ma znaczenia, czy zdjęcie zostało wcześniej wysłane dobrowolnie, ani czy autor „tylko przesłał dalej".

Co zrobić, jeśli któraś z tych kategorii cię dotyczy. Zabezpiecz treść zrzutami, nie kasuj rozmowy i powiedz o tym dorosłemu - rodzicowi, wychowawcy albo komukolwiek, komu ufasz. Przy groźbach, szantażu i zdjęciach intymnych dzwoni się pod 112 od razu, przed wszystkim innym.

I dla jasności: nie jesteśmy kancelarią prawną. Nie oceniamy, czy w danej sprawie doszło do przestępstwa - od tego są prawnicy i organy. Pokazujemy tylko, że granica istnieje, bo samo to bywa dla ludzi zaskoczeniem.

  • 0,3% dorosłych - wie, że mowa nienawiści bywa przestępstwem.
  • Nie każdy komentarz - większość hejtu nie jest czynem zabronionym.
  • Groźby - 112, bez analizowania, czy autor to serio.
  • Nękanie - liczy się powtarzalność, więc dokumentuj daty.
  • Publikacja danych - sprawa wychodzi poza internet.
  • Podszywanie się - osobna, szybsza kategoria zgłoszenia.
  • Zdjęcia bez zgody - przy małoletnich najcięższy kaliber.
  • Nie jesteśmy kancelarią - pokazujemy, że granica istnieje.

Do pokazania dorosłym

Osiem zdań, które słyszy prawie każdy, i dlaczego są kompletnie nietrafione

Zwykle mówione w dobrej wierze. Możesz pokazać tę listę komuś dorosłemu - czasem to wystarczy, żeby rozmowa poszła inaczej.

„Nie przejmuj się"

Dla osoby atakowanej znaczy: nie zasługujesz na to, żeby ktoś się tym zajął. Lepiej powiedzieć: widzę to i to nie jest w porządku.

„To tylko internet"

Widzi to cała klasa, można to czytać w kółko i nie znika po dzwonku. Skala jest inna niż przy przykrym zdaniu na korytarzu.

„Wyłącz telefon i będzie spokój"

Te same osoby są w klasie następnego dnia. Odcięcie urządzenia usuwa widoczność, nie zjawisko.

„Ignoruj to"

Nieodpowiadanie jest dobrą taktyką, ale samo ignorowanie nie usunie treści ani nie zatrzyma osoby, która nie odpuszcza.

„Uważaj, co publikujesz"

Przenosi winę na atakowanego. Fala hejtu potrafi ruszyć bez żadnej publikacji z twojej strony.

„Za moich czasów też tak było"

Nie było. Dane pokazują wzrost: długotrwałe znęcanie się z jedenastu procent w 2013 roku do osiemnastu w 2023.

„Oddawaj tym samym"

Kończy się tym, że masz na koncie treści, które ktoś zrobi zrzutem i pokaże jako dowód, że to ty jesteś problemem.

„Zaraz o tym zapomną"

Fala faktycznie wygasa w kilka dni, ale treść zostaje w sieci i wraca w wyszukiwarce. To dwie różne rzeczy.

Jeżeli dorosły, do którego idziesz, nie wie, co zrobić, to nie znaczy, że nie chce pomóc. Najczęściej po prostu nie zna procedur, bo nikt go ich nie uczył. Może zadzwonić pod 800 100 100 - to bezpłatny telefon dla rodziców i nauczycieli, gdzie podpowiedzą mu, jak się do tego zabrać. Może też zadzwonić do nas: 222 900 142.

Krótko

Pytania, które padają najczęściej

Daje, ale mniej, niż się wydaje. Blokada sprawia, że ty nie widzisz tej osoby – a jej treść dalej istnieje i widzą ją inni. Dlatego kolejność jest ważna: najpierw zrzuty ekranu, potem zgłoszenie treści, a blokada na końcu. Jeśli zablokujesz najpierw, możesz stracić dostęp do dowodów, które będą potrzebne.

Prawie nigdy. Każda odpowiedź to nowe powiadomienia dla obserwujących, wyższy zasięg posta i dowód, że reagujesz – a przy osobie, która pisze dla reakcji, to dokładnie to, po co pisała. Zdarza się też, że ktoś prowokuje cię do ostrej odpowiedzi, robi z niej zrzut i pokazuje jako dowód, że to ty jesteś problemem.

Warto, choć wiemy, że to najtrudniejszy krok. Boisz się, że stracisz telefon albo że zrobi się afera – to najczęstsze powody milczenia. Możesz zacząć od zdania: „chcę ci coś pokazać, ale nie zabieraj mi telefonu, bo tam są dowody”. Jeśli w domu nie ma nikogo, komu możesz to powiedzieć, zadzwoń pod 116 111 – tam nikt nie zadzwoni do twoich rodziców bez twojej zgody.

Bardzo często tak, choć rzadko za pierwszym razem. Treść zgłasza się w serwisie, a po odmowie składa się odwołanie – i to na tym etapie usuwa się najwięcej. Osobno można złożyć wniosek do wyszukiwarki, żeby dana strona przestała pokazywać się przy twoim imieniu i nazwisku. Przy sprawach osób niepełnoletnich pomagamy w tym bez opłat: 222 900 142.

Nie spełniaj żądań, nie płać i nie wysyłaj niczego więcej – to nigdy nie kończy sprawy, tylko ją przedłuża. Zrób zrzuty rozmowy, zadzwoń pod 112 i powiedz o tym dorosłemu, nawet jeśli wstydzisz się tego, co było wcześniej. To jest sytuacja, w której liczy się godzina, a nie kolejność kroków, i w której nie robi się nic samemu.

Sama fala zwykle kilka dni – szczyt przypada na pierwszą dobę, potem zainteresowanie szybko spada, bo grupa znajduje nowy temat. Dłużej zostaje treść w sieci i twoja pamięć o tym. Pierwsze da się usuwać, drugie wymaga czasu i czasem rozmowy z kimś, kto się na tym zna. W pierwszej dobie wydaje się, że tak będzie zawsze – i to jest złudzenie, które mija.

Tak. Osoba, której treść zgłaszasz, nie dowie się, kto to zrobił. Możesz też zgłaszać treści, które nie dotyczą ciebie – jeśli widzisz, że dzieje się to komuś innemu, twoje zgłoszenie liczy się tak samo.

Warto znać różnicę, o której mało kto mówi: donoszenie ma komuś zaszkodzić, a mówienie ma komuś pomóc. Jeśli mówisz o tym, żeby ktoś przestał być krzywdzony, to nie jest wsypa, tylko normalna reakcja. To jedno rozróżnienie zdejmuje największy opór, jaki ma prawie każdy w twoim wieku.

Co z tym zrobić

Sześć rzeczy, które możesz zrobić jeszcze dzisiaj

Bez zakładania konta, bez pytania kogokolwiek o zgodę i bez wychodzenia z domu. Kolejność ma znaczenie.

01

Zrób zrzuty, zanim cokolwiek zrobisz

Zablokowanie albo zgłoszenie może sprawić, że stracisz dostęp do treści, a ona nadal będzie istniała dla innych. Zrzut musi obejmować nazwę konta, datę, treść i adres strony. Zapisz kopię poza telefonem - na mailu albo na dysku.

02

Nie odpowiadaj

Nie tłumacz się, nie wchodź w dyskusję i nie odpowiadaj żartem. Każda odpowiedź to nowe powiadomienia, wyższy zasięg i dowód dla autora, że warto pisać dalej. To jest najtrudniejsza rada na tej liście i najskuteczniejsza.

03

Zgłoś treść we właściwej kategorii

Nie w ogólnych „treściach obraźliwych", tylko w kategorii dotyczącej nękania albo bezpieczeństwa osoby niepełnoletniej. Zaznacz, że masz mniej niż osiemnaście lat. Zgłaszaj każdą treść osobno i zapisz numery zgłoszeń.

04

Po odmowie odwołaj się

To jest krok, który pomija większość ludzi. Odwołanie trafia często do człowieka, a nie do programu - i to na tym etapie usuwa się najwięcej treści.

05

Powiedz komuś

Komuś, kogo znasz z imienia: rodzicowi, wychowawcy, trenerowi, starszemu rodzeństwu. Jeśli nie potrafisz powiedzieć nikomu z otoczenia, zadzwoń pod 116 111 - tam nie musisz się przedstawiać i nikt nie zadzwoni do twojej szkoły.

06

Oddaj telefon na jeden wieczór

Nie na zawsze i nie po to, żeby uciekać. Po to, żeby przerwać czytanie tych samych zdań w kółko. Poproś kogoś, komu ufasz, żeby potrzymał go do rana. To jedna z niewielu rzeczy, które przynoszą ulgę od razu.

Jeśli w grę wchodzą groźby, twoje zdjęcia, szantaż albo ujawnienie adresu - nie przechodź przez tę listę po kolei. Zadzwoń pod 112 i powiedz dorosłemu od razu. To są sytuacje, w których liczy się godzina, a nie kolejność kroków.

Na koniec

Mechanizm nie mówi nic o tobie

Mówi o tym, kto go uruchomił i o ludziach, którzy poszli za nim, nie zastanawiając się ani sekundy. Ty jesteś w tej historii miejscem, w które to trafiło - a nie powodem, dla którego się zaczęło.

Wszystko, co robimy dla osób niepełnoletnich, jest bez opłat. Zadzwoń, jeśli potrzebujesz pomocy w usunięciu treści.