Fundacja Usuwanie Hejtu · KRS 0001263258
Misja i cele statutowe
Naszą misją jest zmniejszyć ilość strachu i problemów, jakie hejt powoduje wśród firm, dzieci i dorosłych. Robimy to dwutorowo: prowadzimy konkretne sprawy konkretnych ludzi, a równolegle idziemy tam, gdzie problem powstaje - do platform, których systemy rekomendacji i wyszukiwania premiują treści raniące.
Misja
Mniej strachu. To jest cała nasza misja
Naszą misją jest zmniejszyć ilość strachu i problemów, jakie hejt powoduje wśród firm, dzieci i dorosłych. Nie „podnoszenie świadomości" i nie „budowanie kultury dialogu" - po prostu mniej strachu u konkretnych ludzi, którzy do nas dzwonią.
Wybraliśmy słowo „strach" świadomie, bo ono najlepiej opisuje to, co słyszymy w słuchawce. Dziecko boi się iść do szkoły. Dorosły boi się hejtu tak samo, tylko rzadziej się do tego przyznaje. Przedsiębiorca boi się otworzyć rano telefon i zobaczyć, że pod jego nazwą przybyło kolejnych dwadzieścia opinii. Strach jest w tych sprawach pierwszy, poprzedza wszystko inne i zostaje najdłużej - często długo po tym, jak sama treść zniknęła.
Strach bierze się z bezradności, a bezradność z tego, że nie wiadomo, co zrobić i do kogo pójść. Ofiara hejtu trafia dziś w próżnię: zgłoszenie rozpatruje automat, odwołanie rozpatruje ten sam automat, a pomoc prawna kosztuje więcej, niż większość ludzi może wydać. Fundacja istnieje po to, żeby tę próżnię wypełnić - bez opłat tam, gdzie chodzi o dzieci i o osoby, których na to nie stać, oraz odpłatnie tam, gdzie po drugiej stronie jest firma z budżetem. Mierzymy się przy tym prostą miarą: nie zasięgiem kampanii, tylko tym, czy człowiek po rozmowie z nami wie, co się teraz wydarzy.
Usuwanie pojedynczych treści jest jednak opatrywaniem rany, nie leczeniem. Po każdej usuniętej treści przychodzi następna, a mechanizm, który wyniósł ją na górę, wyniesie kolejną. Dlatego równie ważną częścią misji jest zmiana warunków, w których hejt się rozprzestrzenia - łącznie z odpowiedzialnością platform za ich własne systemy rekomendacji i rankingu. Nie wydajemy oświadczeń: prowadzimy konkretne sprawy, a wnioski z nich przenosimy na poziom systemowy.
Statut
Trzynaście celów statutowych
Fundacja została ustanowiona aktem notarialnym i wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem 0001263258. Statut wymienia trzynaście celów, które w praktyce układają się w cztery obszary pracy.
Ochrona ludzi. Przeciwdziałanie hejtowi i cyberprzemocy, ochrona dzieci i młodzieży, wsparcie ofiar wśród osób fizycznych i przedsiębiorców, ochrona dóbr osobistych oraz prywatności w sieci. Dzieci są priorytetem bezwzględnym, bo dziecko nie ma ani narzędzi, ani pieniędzy, ani wiedzy, żeby bronić się samo.
Rzetelność informacji, edukacja i zmiana systemowa. Wypracowujemy standardy weryfikacji opinii, bo system, w którym anonim jednym kliknięciem obniża ocenę cudzego dorobku, nie jest systemem opinii, tylko systemem nacisku. Prowadzimy materiały i szkolenia dla rodziców oraz szkół. I pracujemy nad odpowiedzialnością wielkich platform za skutki ich własnych decyzji projektowych - o czym dalsza część tej strony.
Statut przewiduje dwadzieścia sposobów realizacji tych celów. Najważniejsze to centrum interwencyjne z infolinią i czatem, nieodpłatna pomoc psychologiczna, prawna i organizacyjna, reprezentowanie ofiar jako organizacja społeczna oraz certyfikowanie standardów moderacji i weryfikacji opinii.
- Przeciwdziałanie hejtowi - mowie nienawiści i cyberprzemocy.
- Ochrona dzieci i młodzieży - priorytet bezwzględny.
- Wsparcie ofiar - osób fizycznych i prawnych.
- Ochrona dóbr osobistych - dobre imię, wizerunek, prywatność.
- Bezpieczeństwo i prywatność - w sieci i na urządzeniach.
- Wiarygodność informacji i opinii - publikowanych w internecie.
- Przeciwdziałanie dezinformacji - i manipulacji treścią.
- Edukacja cyfrowa - rodziców, dzieci, nauczycieli.
- Kompetencje medialne - umiejętność czytania sieci.
- Etyka komunikacji - standardy tego, co wolno napisać.
- Narzędzia technologiczne - budowane i udostępniane.
- Rozwiązania prawne - działania na rzecz zmiany przepisów.
- Kampanie i szkolenia - w szkołach, klubach i firmach.
Zmiana systemowa
Algorytmy nie są neutralne. I to jest udokumentowane
Największe platformy przedstawiają siebie jako neutralne miejsca, w których źli ludzie robią złe rzeczy. Badania, dokumenty wewnętrzne i postępowania regulacyjne pokazują coś innego: systemy rekomendacji i rankingu wzmacniają treści, które ranią, bo takie treści dłużej zatrzymują uwagę. A uwaga jest tym, co te firmy sprzedają.
Mechanizm jest prosty i nie wymaga niczyjej złej woli. System uczy się, co zatrzymuje ludzi przy ekranie, i podaje tego więcej. Treść, która wywołuje oburzenie, zatrzymuje skuteczniej niż treść spokojna - bo na oburzenie odpowiada się, komentuje się je i podaje dalej. Algorytm nie wie, że po drugiej stronie jest czternastolatek, o którym właśnie napisano coś nieprawdziwego. Widzi tylko, że ta treść działa lepiej niż inne, i podaje ją kolejnym osobom.
Nie jest to teza publicystyczna. Poniżej przytaczamy wyłącznie ustalenia, które opublikowały organizacje międzynarodowe, regulatorzy i sami pracownicy tych firm.
Meta
Facebook i Instagram: co pokazały dokumenty wewnętrzne
Amnesty International ustaliła w raporcie dotyczącym Mjanmy, że algorytmy Facebooka nie tylko nie usuwały treści nawołujących do nienawiści wobec Rohingjów, lecz aktywnie je wzmacniały i promowały. Organizacja stwierdziła wprost, że Meta - poprzez swoje algorytmy i dążenie do zysku - w istotny sposób przyczyniła się do poważnych naruszeń praw człowieka.
Dokumenty ujawnione przez Frances Haugen, byłą menedżerkę produktu w Facebooku, pokazały ten sam mechanizm od środka. Po przestawieniu rankingu na tak zwane wartościowe interakcje wewnętrzni badacze spółki sami stwierdzili, że zmiana wzmocniła treści dzielące, gniewne i niskiej jakości. Reakcje emocjonalne ważyły w rankingu wielokrotnie więcej niż zwykłe polubienie.
Najmocniejszy fragment tych materiałów dotyczy jednak nie technologii, tylko ludzi, którzy się do niej dostosowali: partie polityczne informowały Facebooka, że w odpowiedzi na zmianę rankingu przestawiły się na komunikację bardziej negatywną, ponieważ tylko taka uzyskiwała zasięg. To jest dokładny opis tego, co algorytm robi z językiem publicznym - i dowód, że robi to na skalę, której nie da się wyjaśnić zachowaniem pojedynczych użytkowników.
Komisja Europejska wszczęła wobec Meta formalne postępowanie na podstawie aktu o usługach cyfrowych, badając między innymi efekt króliczej nory w systemach rekomendacji, uzależniający charakter tych systemów oraz skuteczność ochrony małoletnich. Za naruszenia grożą kary sięgające sześciu procent światowego obrotu.
Niezależne audyty algorytmiczne prowadzone przez badaczy uczelnianych wykazały ponadto, że ranking oparty na zaangażowaniu wzmacnia treści wrogie wobec grup obcych - przy czym sami użytkownicy deklarują, że po kontakcie z nimi czują się gorzej. System optymalizuje więc coś innego niż dobro osoby, która z niego korzysta.
Google: firma, która decyduje, co o Państwu widać
O Meta mówi się dużo, o Google znacznie mniej - a to Google decyduje, co zobaczy człowiek, który wpisze czyjeś imię i nazwisko. To także Google prowadzi wizytówki firm, zbiera opinie, rozstrzyga wnioski o usunięcie danych i jest właścicielem YouTube’a. W praktyce jest to jednocześnie największy dystrybutor hejtu i jedyna instancja odwoławcza od niego.
Ranking premiuje konflikt. Google przyznało to publicznie
Nie musimy tego wywodzić z teorii, bo istnieje przypadek, w którym Google samo opisało problem i naprawiło go w trybie awaryjnym. Amerykański sprzedawca okularów odkrył, że im gorzej traktuje klientów, tym wyżej stoi w wynikach wyszukiwania. Awantury, groźby i oszustwa kończyły się wpisami na forach konsumenckich, a każdy taki wpis zawierał odnośnik do jego strony. Odnośniki to paliwo rankingu. Im więcej ludzi go potępiało, tym łatwiej było go znaleźć. Powiedział o tym wprost dziennikarzowi: negatywna reklama jest jego strategią.
Po opisaniu sprawy przez prasę Google zareagowało w kilka dni. Opublikowało wpis pod tytułem mówiącym, że bycie złym dla klientów jest złe dla biznesu, i wdrożyło rozwiązanie algorytmiczne obniżające pozycję setek podmiotów o skrajnie złych doświadczeniach użytkowników. Rzecz w tym, co ta reakcja oznacza. Oznacza, że firma potwierdziła istnienie mechanizmu, w którym wrogość przekłada się na widoczność - i załatała jedno jego zastosowanie, gdy sprawa trafiła na pierwsze strony gazet. Sam mechanizm, czyli premiowanie treści, o których się mówi, nie zniknął. Nie zniknął, bo jest fundamentem tego, jak działa wyszukiwarka.
Skutek dla ofiary jest bezpośredni. Wpis, który kogoś niszczy, jest komentowany, udostępniany i cytowany, a sprostowanie nie jest. Dlatego po wpisaniu nazwiska ofiary na górze widać atak, a nie wyjaśnienie - bo system liczy uwagę i nie odróżnia uwagi życzliwej od wrogiej.
YouTube: to nie użytkownicy szukają szkodliwych treści
Fundacja Mozilla przeprowadziła największe badanie społecznościowe algorytmu YouTube’a. Ponad trzydzieści siedem tysięcy ochotników z dziewięćdziesięciu jeden krajów zgłaszało filmy, których obejrzenia żałowali. Wniosek najważniejszy dla nas jest taki: zdecydowana większość zgłoszonych materiałów nie została przez nikogo wyszukana - to sam algorytm je podsunął. Wśród najczęstszych kategorii znalazły się mowa nienawiści, przemoc oraz nękanie. Część zgłoszonych filmów naruszała regulamin samego YouTube’a, a mimo to serwis je polecał.
To ustalenie rozbraja najczęstszy argument platform: że ludzie sami wybierają, co oglądają. Nie wybierają. Dziecko, które trafiło na materiał wyśmiewający jego wygląd, w większości przypadków niczego nie wpisywało w wyszukiwarkę. Materiał został mu wyświetlony, bo system uznał, że utrzyma jego uwagę.
Google · wizytówki
Nazwy wizytówek: cudza firma w cudzych rękach
To obszar, o którym prawie nikt nie pisze, a który dotyka setek tysięcy polskich przedsiębiorców. Wizytówka firmy w Google nie należy w praktyce do firmy. Należy do Google, a wpływ na jej treść ma każdy przypadkowy internauta.
Pod każdą wizytówką znajduje się przycisk „zaproponuj zmianę". Klika go kto chce. Można zaproponować zmianę nazwy, adresu, godzin otwarcia, numeru telefonu, adresu strony, kategorii działalności. Można też zgłosić, że firma jest trwale zamknięta albo że w ogóle nie istnieje. Zgłoszenie rozpatruje system automatyczny, który waży wiarygodność zgłaszającego - a użytkownik z wysokim statusem w programie lokalnych przewodników bywa dla tego systemu bardziej wiarygodny niż właściciel firmy zalogowany na własnym koncie.
W praktyce oznacza to, że konkurent może zmienić nazwę cudzej firmy. W branżach, w których widoczność w mapach przekłada się wprost na telefony od klientów, jest to narzędzie walki konkurencyjnej stosowane rutynowo. Wystarczy zgłosić, że nazwa zawiera zbędne słowa, i licząc na automat, doprowadzić do jej skrócenia. Firma, która przez lata używała pełnej nazwy - tej samej co na szyldzie, na fakturach i w rejestrze - budzi się z nazwą okrojoną. I dowiaduje się o tym zwykle nie od Google, tylko od klienta, który jej nie znalazł.
Przywrócenie stanu zgodnego z rzeczywistością bywa zajęciem na miesiące i wymaga wielokrotnego powtarzania tej samej czynności. Znamy sprawy, w których poprawna nazwa była zmieniana przez osoby trzecie i przywracana ręcznie przez Google kilkukrotnie, mimo że przez cały czas była zgodna z szyldem na budynku i z dokumentami rejestrowymi. Za każdym razem procedura zaczynała się od nowa, a między jednym a drugim przywróceniem firma po prostu znikała z części wyników.
Osobnym problemem są zawieszenia - bez uprzedzenia i bez podania konkretnego powodu. Komunikat jest ogólny, odwołanie składa się przez formularz, a odpowiedź przychodzi z systemu. Dla firmy jednooddziałowej oznacza to zniknięcie z map z dnia na dzień. Wspólny mianownik jest zawsze ten sam: brak człowieka po drugiej stronie. Nie ma numeru, pod który można zadzwonić, ani osoby, która podejmie decyzję i się pod nią podpisze.
Nazwa firmy jest dobrem osobistym i elementem tożsamości przedsiębiorcy. Jeśli anonimowy internauta może ją zmienić klikając przycisk, a właściciel musi tygodniami udowadniać, że nazywa się tak, jak się nazywa - to nie jest kwestia techniczna. To jest kwestia praw.
- „Zaproponuj zmianę" - dostępne dla każdego, także konkurenta.
- Zmienić można nazwę - a także adres, godziny, telefon i kategorię.
- Można zgłosić zamknięcie - lub nieistnienie firmy.
- Decyduje automat - ważąc wiarygodność zgłaszającego.
- Właściciel bywa mniej wiarygodny - niż aktywny użytkownik map.
- Powiadomienie bywa spóźnione - zmiana wchodzi wcześniej.
- Przywracanie trwa - i bywa powtarzane wielokrotnie.
- Zawieszenie bez uzasadnienia - komunikat ogólny, odwołanie przez formularz.
- Brak człowieka po drugiej stronie - nie ma z kim rozmawiać.
Google · opinie
Opinie: problemem nie jest zgadywanie, tylko brak progu na wejściu
Google jest jedną z największych platform opinii na świecie i jednocześnie miejscem, w którym najłatwiej zniszczyć cudzy dorobek. Wystawienie opinii nie wymaga wykazania, że było się klientem. Wystarczy konto założone w minutę.
Powiedzmy uczciwie, na czym problem nie polega. Nie oczekujemy, że Google zgadnie, która opinia jest prawdziwa, a która zmyślona. Żaden system tego nie potrafi i żaden potrafić nie będzie, bo prawdziwości cudzego doświadczenia nie da się ustalić po samym tekście. Zarzucanie platformie, że źle odgaduje, jest zarzutem bezsensownym.
Problem polega na czymś zupełnie innym: na tym, że nikt nie sprawdza niczego na wejściu. Nie chodzi o zgadywanie po fakcie, tylko o próg przed publikacją. W handlu internetowym ten próg istnieje od lat - recenzję produktu może wystawić osoba, która ten produkt kupiła, i nikt nie uważa tego za cenzurę. Przy opiniach o firmach i o ludziach takiego progu nie ma w ogóle. Konto zakłada się w minutę, opinię wystawia się z drugiego końca kraju, a bycia klientem nie trzeba w żaden sposób uprawdopodobnić.
Dla ofiary wygląda to tak: opinia napisana przez osobę, która nigdy nie była klientem, wisi pod nazwą firmy przez lata. Zgłoszenie rozpatruje automat i najczęściej odrzuca, bo treść nie zawiera wulgaryzmów ani gróźb - jest po prostu nieprawdziwa, a tego automat ocenić nie może. Firma nie ma prawa jej usunąć, ale ponosi jej skutki. Człowiek, który ją napisał, nie ponosi żadnych.
Do tego dochodzi mechanizm masowy. Wystarczy, że sprawa trafi do dużej grupy w mediach społecznościowych, a w ciągu doby pod firmą pojawia się kilkadziesiąt jednogwiazdkowych opinii od osób z drugiego końca kraju. To nie jest opinia konsumencka. To jest zorganizowany atak przy użyciu narzędzia, które Google udostępniło bez żadnego progu wejścia.
Google · prawo do bycia zapomnianym
Spółka prywatna rozstrzyga o Państwa prawach
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej przyznał ludziom prawo żądania usunięcia z wyników wyszukiwania odnośników powiązanych z ich imieniem i nazwiskiem. Wniosek rozpatruje jednak nie sąd i nie urząd, tylko sama wyszukiwarka.
Skala jest już duża i szybko rośnie. Z danych publikowanych przez samo Google wynika, że w ostatnim roku Polacy złożyli około dwudziestu czterech tysięcy wniosków o usunięcie danych z wyników wyszukiwania - niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej. Polska zajmuje pod tym względem siódme miejsce w Unii Europejskiej, za Wielką Brytanią, Francją i Niemcami. Połowa wniosków dotyczy nieprawdziwych informacji w mediach i serwisach społecznościowych. Rośnie także liczba spraw dotyczących ochrony wizerunku dzieci.
Mniej więcej co drugi wniosek jest odrzucany. Nie znaczy to, że każda odmowa jest błędna - część żądań rzeczywiście dotyczy informacji, które powinny pozostać publiczne. Znaczy natomiast, że ocena, czy czyjeś prawo do prywatności przeważa nad interesem publicznym, jest dokonywana wewnętrznie przez przedsiębiorstwo, według kryteriów, których nie ustala żaden organ, i bez uzasadnienia, które dałoby się skutecznie zaskarżyć w normalnym trybie.
Do tego dochodzi ograniczenie, o którym mało kto wie przed złożeniem wniosku. Usunięcie działa wyłącznie dla wyszukiwań po imieniu i nazwisku, wyłącznie w Europie i wyłącznie w wyszukiwarce. Treść zostaje tam, gdzie była. Nadal można do niej dotrzeć innymi hasłami, przez inne wyszukiwarki i z innych krajów. Człowiek, który wygrał, dowiaduje się po miesiącu, że wygrał połowicznie.
Nie kwestionujemy prawa Google do prowadzenia własnej polityki. Zwracamy uwagę na co innego: realny zakres cudzej prywatności wyznacza dziś regulamin spółki, a nie przepis prawa - a odmowa nie ma trybu odwoławczego porównywalnego z tym, jaki przysługuje wobec każdego urzędu w kraju.
- Około 24 tysięcy wniosków - z Polski w ciągu roku.
- Niemal dwa razy więcej - niż rok wcześniej.
- Siódme miejsce w Unii - za Wielką Brytanią, Francją i Niemcami.
- Połowa dotyczy nieprawdy - w mediach i serwisach społecznościowych.
- Co drugi wniosek odrzucony - decyzją spółki, nie organu.
- Tylko po imieniu i nazwisku - inne hasła nadal prowadzą do treści.
- Tylko w Europie - i tylko w wyszukiwarce.
- Treść zostaje - usunięty jest wyłącznie odnośnik.
GoWork.pl
Portale opinii: model, w którym nikt niczego nie sprawdza
Wielkie platformy to jedno. Drugie to polskie portale opinii, na których niszczy się firmy i ludzi po nazwisku - bez żadnej weryfikacji, bez ryzyka dla autora i bez realnej ścieżki odwoławczej. Najczęściej trafiają do nas sprawy z GoWork.pl
Opinie nie są weryfikowane w żaden sposób
To jest sedno problemu i warto powiedzieć to wprost: portal nie sprawdza, czy autor opinii kiedykolwiek pracował w opisywanej firmie. Nie wymaga umowy, świadectwa pracy, adresu służbowego ani żadnego innego dowodu. Nie sprawdza też, czy jedna osoba nie wystawia kilkunastu opinii z kilkunastu kont. Wpis jest anonimowy, a jego opublikowanie zajmuje minutę.
Konsekwencja jest prosta. Wpis o mobbingu, niewypłacaniu wynagrodzeń czy oszukiwaniu klientów - zarzut, który przy publikacji w prasie wymagałby dziennikarskiej staranności i naraziłby wydawcę na proces – tutaj może opublikować każdy, bez podania się z nazwiska i bez najmniejszego ryzyka. Może to zrobić konkurent, może były pracownik zwolniony dyscyplinarnie, może osoba, która nigdy w tej firmie nie była.
Sam regulamin portalu przerzuca ciężar w całości na użytkownika. Sąd Okręgowy w Poznaniu, rozpoznając sprawę o naruszenie dóbr osobistych, przytoczył jego zapis: użytkownik zamieszcza treści na forum na własną odpowiedzialność, a usługodawcy przysługuje jedynie prawo - nie obowiązek - usunięcia lub moderowania treści, które uzna za bezprawne. Sąd uznał wówczas, że pozwanym w sprawie jest autor wpisu, nie serwis.
Anonimowość, której nie da się przebić bez prokuratury
Poszkodowany, który chce pozwać autora, musi najpierw ustalić, kim on jest. Portal nie udostępnia adresów IP osobom prywatnym. W praktyce jedyną drogą jest zawiadomienie organów ścigania i liczenie na to, że prokuratura ustali dane - co przy pomówieniu ściganym z oskarżenia prywatnego bywa drogą bardzo długą, a często ślepą.
Powstaje sytuacja niesymetryczna do granic. Autor nie ponosi żadnego ryzyka. Opisany ponosi całe. Firma traci kandydatów do pracy i klientów, człowiek wymieniony z imienia i nazwiska traci możliwość zatrudnienia, a postępowania o ochronę dóbr osobistych ciągną się latami.
Odpowiedzialność portalu zaczyna się po zgłoszeniu
Prawo nie zostawia jednak portali bez żadnych obowiązków. Zgodnie z ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną podmiot przechowujący cudze treści nie odpowiada za nie dopóty, dopóki nie otrzyma wiarygodnej wiadomości o ich bezprawnym charakterze. Po otrzymaniu takiego zgłoszenia musi niezwłocznie uniemożliwić dostęp do treści - a jeśli tego nie zrobi, sam może odpowiadać za jej rozpowszechnianie. Orzecznictwo sądów powszechnych to potwierdza.
Tu leży cała gra. Zgłoszenie napisane ogólnikowo nic nie zmienia, bo nie jest wiarygodną wiadomością w rozumieniu ustawy. Zgłoszenie sporządzone prawidłowo - wskazujące konkretny wpis, konkretne nieprawdziwe twierdzenie i podstawę prawną - przenosi ryzyko na portal. To jest różnica między pismem, które trafia do kosza, a pismem, po którym treść znika.
Płatne profile pracodawcy: konflikt interesów wpisany w model
Portal utrzymuje się między innymi ze sprzedaży pracodawcom płatnych profili i pakietów wizerunkowych. Samo w sobie nie jest to niczym nagannym - wiele serwisów zarabia na usługach dla firm.
Problem powstaje wtedy, gdy ten sam podmiot jednocześnie udostępnia narzędzie niszczące reputację firmy i sprzedaje tej firmie produkt służący poprawie tejże reputacji. W naszej ocenie jest to konstrukcja obarczona strukturalnym konfliktem interesów. Im więcej niezweryfikowanych opinii negatywnych pojawia się na portalu, tym większa jest motywacja przedsiębiorcy do zakupu płatnych funkcji. Nie twierdzimy, że ktokolwiek robi to celowo - twierdzimy, że model, w którym szkoda i lekarstwo pochodzą z jednego źródła, nie powinien być akceptowany jako standard rynkowy.
Do tego dochodzi pytanie o samą skuteczność takich pakietów. Płatne funkcje pozwalają zarządzać prezentacją profilu - tym, co widać na górze, jak wygląda opis firmy, jakie treści są eksponowane. Nie usuwają jednak nieprawdziwych zarzutów, bo tego żaden pakiet zrobić nie może. Przedsiębiorca płaci więc za zmianę oprawy wokół treści, która go niszczy, i po kilku miesiącach odkrywa, że problem nie zniknął.
Dlatego domagamy się jednej rzeczy: obowiązku weryfikacji. Serwis, który publikuje twierdzenia o mobbingu i oszustwach pod nazwą konkretnej firmy, powinien mieć obowiązek sprawdzenia, że autor miał z tą firmą jakikolwiek kontakt - tak jak sklep internetowy weryfikuje, że recenzję produktu napisał ktoś, kto go kupił. To nie jest postulat rewolucyjny. To jest przeniesienie na portale opinii standardu, który w handlu obowiązuje już dziś.
Usługa dla firm
Usuwamy całe profile, nie pojedyncze wpisy
Przy portalach opinii walka o pojedyncze wpisy jest zwykle przegrana z góry. Usuwa się jeden, pojawiają się trzy. Dlatego w sprawach firmowych idziemy od razu po całość: doprowadzamy do usunięcia całego profilu przedsiębiorcy z portalu.
Ta droga jest szybsza i trwalsza. Znika nie tylko konkretna treść, lecz także miejsce, w którym za miesiąc pojawi się kolejna. Nie trzeba prowadzić stałego monitoringu, nie trzeba reagować na każdą nową opinię i nie trzeba co kwartał wracać do tej samej sprawy.
To jest usługa komercyjna, przeznaczona dla firm. Mówimy o tym wprost, bo nie chcemy wprowadzać nikogo w błąd: usunięcie profilu przedsiębiorcy nie mieści się w naszej działalności nieodpłatnej. Wyceniamy przed pracą, nigdy po niej, a jeśli oceniamy, że szanse są niskie, mówimy to od razu i sprawy nie przyjmujemy.
Przychód z tych spraw finansuje sprawy dzieci prowadzone bez opłat oraz materiały udostępniane wszystkim bez żadnych warunków. To jest cała konstrukcja Fundacji: firma, która płaci za usunięcie profilu, finansuje pomoc dla czternastolatka, którego rodziców nie stać na prawnika.
Usunięcie całego profilu
Kompleksowe postępowanie wobec portalu, zakończone usunięciem profilu przedsiębiorcy. Wycena przed pracą, bez dopłat za trudność.
Dzieci i młodzież
Prowadzimy nieodpłatnie w miarę środków. Przy materiałach intymnych z udziałem małoletnich - zawsze, niezależnie od stanu środków.
Zgłoszenie i rozmowa
Ocena sprawy nic nie kosztuje. Bardzo często kończy się tym, że podpowiadamy, co zrobić samodzielnie.
Darowizny
Kto naprawdę płaci za tę pracę
Fundacja stoi na dwóch nogach. Pierwsza to usługi komercyjne dla firm. Druga to wpłaty od zwykłych ludzi - i to o niej piszemy tutaj, bo bez niej ta pierwsza nie wystarcza.
Zlecenia od firm są nieregularne. Przychodzą falami, zależą od sezonu i od tego, czy komuś akurat wali się wizerunek. Sprawy dzieci nie przychodzą falami. Przychodzą codziennie i nie pytają, czy mieliśmy dobry miesiąc. Różnicę między jednym a drugim wypełniają darowizny.
Dlatego mówimy o nich wprost, zamiast chować prośbę na dole strony małym drukiem. Każda wpłata przesuwa granicę, przy której musimy powiedzieć rodzicowi, że środki na sprawy nieodpłatne się skończyły. To nie jest przenośnia. Ta granica istnieje, jest policzalna i przesuwa się dokładnie o tyle, ile wpłynęło.
Na co idą te pieniądze
Na prowadzenie spraw dzieci bez opłat. Jedna taka sprawa to zwykle od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin pracy rozłożonej na tygodnie: zgłoszenia do serwisów, odwołania po odmowach, korespondencja z administratorami stron, wnioski do wyszukiwarek, pismo do szkoły, zabezpieczenie materiału dowodowego i kontakt z rodzicem, który dzwoni wieczorami, bo w dzień nie może.
Na utrzymanie infolinii. Numer 222 900 142 nie kosztuje dzwoniącego nic, ale nie działa sam z siebie. Bardzo wiele rozmów kończy się tym, że podpowiadamy, co zrobić samodzielnie - i nie wystawiamy za to rachunku, bo to jest sens istnienia tego numeru, a nie jego koszt uboczny.
Na szkolenia w szkołach, które nie mają budżetu. Takie szkolenie kosztuje nas dokładnie tyle samo co płatne: dojazd, materiały dla każdego uczestnika, czas prowadzącego. Różnica polega wyłącznie na tym, kto za nie płaci.
Na tworzenie i aktualizowanie materiałów. Poradniki, checklisty i wzory pism, z których można korzystać bez opłat, bez zapisów i bez podawania adresu mailowego. Przepisy się zmieniają, serwisy przebudowują ustawienia, numery pomocowe bywają wygaszane - materiał nieaktualizowany staje się po dwóch latach szkodliwy zamiast pomocny.
Czego z darowizn nie finansujemy
Reklamy, kampanii wizerunkowych ani gadżetów. Jeśli kiedykolwiek zobaczą Państwo naszą reklamę, będzie opłacona z części komercyjnej, nie z wpłat. Nie mamy też etatowego działu pozyskiwania środków - ta strona jest całą naszą kampanią. Jeśli ktoś wpłaci, to dlatego, że przeczytał, co robimy, i uznał to za sensowne.
Zrzutka
Najprostszy sposób: bez zakładania konta, bez formalności, w kilkanaście sekund. Dowolna kwota, można anonimowo. Zbiórka jest publiczna, więc widać na niej, ile zebrano.
Bezpośrednio na konto
Dla tych, którzy wolą przelew tradycyjny albo chcą ustawić zlecenie stałe. Zlecenie stałe na niewielką kwotę jest dla nas warte więcej niż jednorazowa wpłata większa, bo pozwala planować.
Fundacja Usuwanie Hejtu
Numer konta: 42 1600 1462 1783 5776 0000 0002
Darowizna firmowa
Dla przedsiębiorstw, które chcą sfinansować konkretne działanie: serię szkoleń w szkołach w swoim mieście, druk materiałów albo pulę spraw prowadzonych nieodpłatnie.
Rozliczamy się z tego imiennie - dostają Państwo informację, ile spraw poprowadzono dzięki tym środkom. To nie jest sponsoring z logo, tylko finansowanie policzalnej pracy.
Czego się domagamy
Sześć zmian, o które walczymy
Nie są to postulaty maksymalistyczne. Każdy z nich jest technicznie wykonalny już dziś, a kilka funkcjonuje w innych obszarach prawa.
Próg weryfikacji na wejściu
Nie oczekujemy, że platforma odgadnie, która opinia jest prawdziwa. Oczekujemy, że autor uprawdopodobni kontakt z firmą, zanim opublikuje zarzut. W handlu ten standard działa od lat.
Człowiek w procedurze odwoławczej
Odwołanie od decyzji automatu nie może trafiać do tego samego automatu. Przy sprawach dotyczących dzieci ocena powinna być obligatoryjnie ludzka.
Uzasadnienie odmowy
Konkretne, nie szablonowe. Dziś odmowa brzmi „treść nie narusza naszych zasad" i nie da się z nią zrobić nic sensownego.
Ochrona nazwy firmy przed edycją
Nazwa zweryfikowana dokumentem rejestrowym nie powinna być zmieniana na wniosek anonimowego użytkownika. Zgłoszenie osoby trzeciej może być sygnałem - nie decyzją.
Terminy z sankcją
Przy treściach dotyczących małoletnich rozpatrzenie zgłoszenia w sztywnym, krótkim terminie - z realną konsekwencją za jego przekroczenie.
Jawność kryteriów rankingu
Nie kod źródłowy, tylko odpowiedź na pytanie, czy i jak system premiuje treści wywołujące silne emocje. Dziś nikt spoza spółek tego nie wie.
Czego nie twierdzimy
Nie twierdzimy, że którakolwiek z wymienionych firm celowo rozpowszechnia hejt. Przytaczamy ustalenia opublikowane przez organizacje międzynarodowe, regulatorów, sądy i samych pracowników tych spółek - oraz mechanizmy wynikające wprost z tego, jak zbudowane są ich produkty. Ocena intencji nie należy do nas.
Nie twierdzimy, że każda negatywna opinia to hejt. Pracownik opisujący realne warunki pracy i klient ostrzegający przed nierzetelną firmą korzystają z wolności słowa, która jest wartością. Sprzeciwiamy się systemowi, w którym twierdzenie prawdziwe i zmyślone mają ten sam ciężar, bo nikt nie sprawdził, które jest które.
Ta strona jest materiałem informacyjnym i nie stanowi porady prawnej. Nie formułujemy tu ocen prawnych wobec żadnego z wymienionych podmiotów ani nie odnosimy się do konkretnych postępowań.
Pytania
To, o co pytają redakcje najczęściej
Po co fundacja, skoro istnieją kancelarie i policja?
Bo między jednym a drugim jest luka, w którą wpada większość spraw. Policja zajmuje się przestępstwami, kancelaria kosztuje kilka tysięcy złotych zaliczki, a większość spraw to treści, które trzeba po prostu skutecznie zgłosić, opisać i wyegzekwować. Tego nikt nie robi za darmo, bo nikomu się to nie opłaca. My robimy to z pieniędzy zarobionych na obsłudze firm.
Naprawdę walczycie z Google i Meta?
Walczymy o konkretne rozstrzygnięcia w konkretnych sprawach – zgłoszenia, odwołania, dokumentowanie odmów i kierowanie spraw do organów krajowych oraz unijnych. Nie prowadzimy kampanii przeciwko firmom jako takim i nie mamy złudzeń co do proporcji sił. Mamy natomiast narzędzie, którego dziesięć lat temu nie było: akt o usługach cyfrowych i realne kary za jego naruszenie.
Dlaczego akurat GoWork?
Bo stamtąd trafia do nas najwięcej spraw firmowych w Polsce. Nie chodzi o ten jeden portal, tylko o model: opinie bez żadnej weryfikacji, pełna anonimowość autora, regulamin przerzucający odpowiedzialność na użytkownika i sprzedaż płatnych profili tym samym firmom, których dotyczą wpisy. Ten sam model działa w kilku innych serwisach i mamy do niego to samo zastrzeżenie.
Usuwacie profile z portali opinii?
Tak, przy sprawach firmowych zwykle idziemy od razu po usunięcie całego profilu, a nie pojedynczych wpisów – jest to szybsze i trwalsze, bo znika także miejsce, w którym za miesiąc pojawi się kolejna treść. To usługa komercyjna dla przedsiębiorców. Wyceniamy przed pracą, a przy niskich szansach mówimy to od razu i sprawy nie przyjmujemy.
Ile kosztuje pomoc?
Zgłoszenie i rozmowa są zawsze bez opłat. Sprawy dzieci prowadzimy nieodpłatnie w miarę posiadanych środków, a przy materiałach intymnych z udziałem małoletnich zawsze, niezależnie od stanu środków. Sprawy firm są odpłatne i to one finansują tę pierwszą część. Gdy środki na sprawy nieodpłatne się wyczerpią, mówimy to od razu i podajemy ten sam cennik co wszystkim.
Ile wpłacić, żeby to miało sens?
Każda kwota ma sens, bo granica, przy której musimy odmówić prowadzenia sprawy bez opłat, przesuwa się dokładnie o tyle, ile wpłynęło. Jeśli mają Państwo wybór, zlecenie stałe na niewielką kwotę jest dla nas warte więcej niż jednorazowa wpłata większa – pozwala planować, ile spraw możemy przyjąć w kolejnym kwartale, zamiast decydować z miesiąca na miesiąc.
Skąd mam wiedzieć, na co poszły moje pieniądze?
Zbiórka jest publiczna, więc na bieżąco widać, ile zebrano. Rozliczenie ze środków publikujemy okresowo. Firmom finansującym konkretne działanie rozliczamy się imiennie: dostają informację, ile spraw poprowadzono albo ile szkoleń odbyło się dzięki ich pieniądzom. Z darowizn nie finansujemy reklamy ani gadżetów – jeśli zobaczą Państwo naszą reklamę, będzie opłacona z części komercyjnej.
Jak mogę pomóc, nie mając pieniędzy?
Wydrukować nasze materiały i zanieść je na zebranie w szkole albo przekazać wychowawcy. Powiedzieć o nas komuś, kto tego potrzebuje – bardzo wielu rodziców nie wie, że pomoc w usuwaniu treści w ogóle istnieje. Jeśli prowadzą Państwo firmę i korzystają z usług komercyjnych, to też jest wsparcie: każde zlecenie finansuje sprawy prowadzone bez opłat.
Na koniec
Dwie nogi, jeden cel
Usługi komercyjne dla firm i darowizny od zwykłych ludzi finansują to samo: sprawy dzieci prowadzone bez opłat oraz materiały udostępniane wszystkim. Im więcej zleceń i wpłat, tym rzadziej musimy powiedzieć rodzicowi, że środki się skończyły.
Zostań stałym wsparciem
Wybierz swój poziom w walce z hejtem.
Comiesięczne wsparcie daje nam to, czego hejt nie ma - stabilność. Dzięki stałym darczyńcom działamy bez przerwy. Wybierz poziom i dołącz.
Wolisz własną kwotę?
Wpisz dowolną sumę — każda złotówka to realne działania. Jednorazowo, co miesiąc albo co rok, jak Ci wygodnie.
Jednorazowa zrzutka
Nie chcesz subskrypcji? Wpłać jednorazowo na publiczną zbiórkę - też trafia na Ścianę Chwały.
Wpłać na zrzutkęPrzelew na konto
Dla większych darowizn i wsparcia firmowego. Wystaw przelew bezpośrednio na konto fundacji.
nr konta: 42 1600 1462 1783 5776 0000 0002