Otwiera się w nowej karcie

Cancel culture: historia pojęcia, najgłośniejsze spory i wyniki sondaży opinii

Słowa "cancel culture" słychać dziś w programach publicystycznych, na lekcjach wiedzy o społeczeństwie i w komentarzach pod prawie każdym głośnym wpisem. Jedni używają ich, żeby opisać słuszne pociągnięcie kogoś do odpowiedzialności. Inni mają na myśli zbiorową karę, która jest nieproporcjonalna…

ZespółŁukasz WudykaPoradniki

Słowa „cancel culture” słychać dziś w programach publicystycznych, na lekcjach wiedzy o społeczeństwie i w komentarzach pod prawie każdym głośnym wpisem. Jedni używają ich, żeby opisać słuszne pociągnięcie kogoś do odpowiedzialności. Inni mają na myśli zbiorową karę, która jest nieproporcjonalna do winy. Samo słowo „cancel” znaczy po angielsku „anulować” albo „unieważnić”, a w tym znaczeniu chodzi o odmowę dalszego wspierania kogoś, kto powiedział lub zrobił coś, co uznano za niedopuszczalne.

W tym tekście znajdziecie skrót historii pojęcia, wyniki sondaży, które da się sprawdzić w źródłach, oraz uczciwą informację o tym, czego te sondaże nie mówią. Na końcu dodajemy wskazówki dla osób, które znalazły się w centrum internetowej fali, i dla tych, które zastanawiają się, czy dołączyć do cudzej krytyki.

W skrócie

  • Skąd pojęcie. Słownik Merriam-Webster podaje rok 2016 jako pierwsze znane użycie wyrażenia „cancel culture” w dzisiejszym znaczeniu. Samo „anulowanie” kogoś pojawiało się w kulturze popularnej wcześniej.
  • Znajomość terminu. We wrześniu 2020 roku co najmniej „sporo” o pojęciu słyszało 44% dorosłych Amerykanów, w tym 64% osób poniżej 30 lat i 34% osób po pięćdziesiątce (Pew Research Center).
  • Co ludzie przez to rozumieją. Wśród osób znających pojęcie 49% opisało je jako pociąganie do odpowiedzialności, 14% jako cenzurę, a 12% jako złośliwe ataki (Pew, 2020).
  • Lęk przed wypowiadaniem się. W marcu 2022 roku 55% Amerykanów przyznało w sondażu, że w ostatnim roku powstrzymało się od wypowiedzi z obawy przed krytyką lub odwetem (Siena College Research Institute i The New York Times).
  • Ważne ograniczenie. Wiarygodne sondaże, które tu cytujemy, dotyczą Stanów Zjednoczonych. Nie znaleźliśmy porównywalnych, potwierdzonych danych dla Polski, więc ich nie podajemy.
  • Granica. Krytyka dotyczy czyichś słów i czynów. Hejt zaczyna się, gdy pojawiają się groźby, wyzwiska, publikowanie danych prywatnych albo atak na rodzinę i pracodawcę.

Co to jest cancel culture i skąd się wzięła ta nazwa?

Jak definiują ją słowniki?

Słownik Merriam-Webster definiuje cancel culture jako praktykę lub skłonność do masowego „anulowania” kogoś jako sposobu wyrażania dezaprobaty i wywierania presji społecznej. W opisie redakcji słownika „anulowanie” oznacza przestanie wspierania osoby publicznej: bojkot filmów, rezygnację z czytania książek albo z promowania czyjejś pracy (Merriam-Webster, Words We’re Watching).

To ważne, bo wiele sporów bierze się stąd, że ludzie używają tego samego słowa na zupełnie różne zjawiska. Dla jednej osoby jest to bojkot nieuczciwej firmy, dla drugiej fala wyzwisk wobec nastolatka.

Skąd pochodzi to wyrażenie?

Według opisu badaczy z Pew Research Center fraza wywodzi się ze slangowego użycia słowa „cancel”, czyli zerwania z kimś, w piosence z lat osiemdziesiątych. Później pojawiła się w filmie i telewizji, a następnie zyskała popularność w mediach społecznościowych (Pew Research Center, 2021).

Dziennikarze portalu Vox odtwarzają tę drogę dokładniej. Jedno z pierwszych użyć w kulturze popularnej pochodzi z filmu z 1991 roku, a duży wzrost popularności przyniósł odcinek reality show wyemitowany w grudniu 2014 roku, z którego cytat zaczął krążyć w sieci. W 2015 roku wyrażenie rozpowszechniło się wśród czarnoskórych użytkowników Twittera, najpierw półżartem, potem poważnie, jako reakcja na zachowania, których nie akceptowano. Językoznawczyni cytowana przez Vox wskazuje też, że korzenie tego zjawiska sięgają bojkotów z okresu walki o prawa obywatelskie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych (Vox, 2019).

Warto odróżnić cancel culture od „call-out culture”, czyli kultury publicznego wytykania błędów (angielskie „call out” znaczy tu „publicznie zwrócić komuś uwagę”). Według Vox ta druga ma początki w internetowych blogach fanowskich z początku drugiej dekady XXI wieku i polega na krytykowaniu kogoś za jego słowa lub zachowanie. Cancel culture można widzieć jako jej eskalację: od wskazania problemu do żądania, żeby ktoś stracił pracę, publiczność albo pozycję.

Cancel culture co to znaczy: oś czasu od slangowego zwrotu z lat 80. do sporu publicznego po 2020 roku

Jak pojęcie trafiło z internetu do debaty publicznej?

Przełomem była druga połowa 2019 roku. Barack Obama powiedział wtedy na spotkaniu Obama Foundation Summit w Chicago, że publiczne wytykanie komuś błędu w słowach, na przykład niewłaściwego wyrazu, nie jest jeszcze działaniem na rzecz zmiany. Jego słowa przytacza m.in. dziennik The Guardian. Od tej chwili pojęcie przestało być tylko internetowym żartem i zaczęło funkcjonować w rozmowach polityków oraz publicystów.

Kolejny moment to lipiec 2020 roku. Magazyn Harper’s opublikował „List o sprawiedliwości i otwartej debacie”, podpisany przez wielu pisarzy, dziennikarzy i wykładowców. Autorzy pisali w nim o rosnącym „modnym piętnowaniu i ostracyzmie” oraz o tym, że instytucje zbyt szybko wymierzają surowe kary zamiast wprowadzać przemyślane reformy. Jednocześnie podkreślali wartość równości i włączania różnych grup do życia publicznego (Harper’s Magazine, 2020). List wywołał własną falę sporu, w którym jedni dostrzegali obronę wolności słowa, a inni próbę ograniczenia krytyki.

Od tamtej pory pojęcie jest stałym elementem dyskusji o wolności słowa, o odpowiedzialności osób publicznych i o tym, jak mocno internet potrafi wzmocnić czyjś błąd. Redakcja słownika Merriam-Webster dodała je w styczniu 2021 roku do listy słów, które obserwuje, a w haśle słownikowym zapisuje 2016 rok jako pierwsze znane użycie.

Co mówią sondaże o cancel culture?

Dane o tym, jak ludzie rozumieją pojęcie i jak je oceniają, pochodzą głównie z badań amerykańskich. Dwa z nich da się dziś sprawdzić w pełnych opisach: badanie Pew Research Center z września 2020 roku i sondaż Siena College Research Institute dla The New York Times z marca 2022 roku.

Kto w ogóle słyszał o cancel culture?

Pew zapytał 10 093 dorosłych Amerykanów w dniach od 8 do 13 września 2020 roku. Uczestnicy należeli do panelu wybieranego losowo na podstawie adresów zamieszkania, a wyniki ważono tak, aby odpowiadały strukturze dorosłej populacji. Co najmniej „sporo” o pojęciu słyszało 44% badanych, w tym 22% „bardzo dużo”. Nic lub niewiele słyszało 56%, z czego 38% nie słyszało nic.

Znajomość mocno zależała od wieku. Autorzy raportu zaznaczają, że badanie przeprowadzono przed serią głośnych sporów, które zdarzyły się później, więc dziś odsetek mógłby być wyższy.

Grupa badanychSłyszeli co najmniej „sporo”
Wszyscy dorośli44%
Poniżej 30 lat64%
30-49 lat46%
50 lat i więcej34%
Demokraci i sympatyzujący46%
Republikanie i sympatyzujący44%

Źródło: Pew Research Center, Americans and „Cancel Culture”, badanie z września 2020 roku, opublikowane w 2021 roku.

Zwróćcie uwagę na różnicę między politycznymi obozami: jest niewielka. Choć rozmowy o cancel culture bywają bardzo upartyjnione, sama znajomość pojęcia była w obu grupach podobna.

Cancel culture co to znaczy dla Amerykanów: znajomość pojęcia spada z 64% u młodych do 34% po pięćdziesiątce

Jak ludzie definiują to pojęcie?

Osoby, które znały pojęcie, mogły opisać je własnymi słowami. Odpowiedzi pogrupowano w kategorie. To pokazuje, że nawet wśród tych, którzy o nim słyszeli, nie ma wspólnego rozumienia.

Jak opisano cancel cultureOdsetek osób znających pojęcie
Działania, którymi pociąga się innych do odpowiedzialności49%
Forma cenzury, ograniczanie wolności słowa14%
Złośliwe ataki mające wyrządzić krzywdę12%

Źródło: Pew Research Center, wrzesień 2020. Pozostałe opisy, na przykład „anulowanie każdego, z kim się nie zgadzamy” albo „atak na tradycyjne wartości”, pojawiały się u około jednej dziesiątej badanych lub rzadziej.

Różnice między obozami politycznymi były wyraźne. Wśród konserwatywnych Republikanów, którzy znali pojęcie, 36% opisało je jako pociąganie do odpowiedzialności, a 26% jako cenzurę. Wśród liberalnych Demokratów pierwszy opis wybrało 59% osób. Ta sama fraza oznacza więc dla różnych ludzi inne rzeczy, i to jest jedna z głównych przyczyn nieporozumień.

Rozliczenie czy niezasłużona kara?

Pew zapytał też o ogólniejszą sprawę: czy publiczne wytykanie komuś obraźliwych treści w mediach społecznościowych częściej służy temu, żeby pociągnąć go do odpowiedzialności, czy raczej karze osoby, które na to nie zasłużyły. Odpowiedzi rozłożyły się następująco: 58% wybrało odpowiedzialność, a 38% niezasłużoną karę. Podział partyjny był duży: 75% Demokratów i 39% Republikanów wskazało odpowiedzialność, natomiast 56% Republikanów i 22% Demokratów uznało, że takie działania zwykle karzą niesłusznie.

W otwartych odpowiedziach ludzie wskazywali kilka powracających argumentów. Według Pew 25% wszystkich badanych poruszało pytanie, czy osoby wytykające błędy działają pochopnie, czy chcą pomóc. Kolejne 14% pisało o tym, czy takie działanie w ogóle coś zmienia. Wśród osób, które widzą w tym niezasłużoną karę, 18% zwracało uwagę na brak uwzględnienia kontekstu i intencji autora wpisu, a wśród zwolenników odpowiedzialności 17% widziało w tym szansę nauki i poprawy.

Jak wygląda lęk przed wypowiadaniem się?

Drugi sondaż nie pyta o samo pojęcie, ale o doświadczenie, które często towarzyszy debacie o cancel culture: obawę, że za wypowiedź można zostać ukaranym. Siena College Research Institute i The New York Times zapytały o to Amerykanów w marcu 2022 roku. Jak podaje Siena w komunikacie prasowym, 84% uważa za poważny problem to, że niektórzy nie korzystają z wolności słowa w codziennych sytuacjach z obawy przed odwetem lub ostrą krytyką (w tym 40% „bardzo poważny”).

PytanieWynik
Powstrzymało się od wypowiedzi w ostatnim roku z obawy przed odwetem lub krytyką55%
Czuje się mniej swobodnie niż 10 lat temu w rozmowach o polityce46% (więcej swobody: 21%)
Uważa, że wszyscy Amerykanie w pełni korzystają z wolności słowa34%
Przyznaje, że sam(a) ostro skrytykował(a) kogoś lub wywołał(a) odwet za jego wypowiedź22%
Czuje się w pełni swobodnie w każdej z siedmiu codziennych sytuacji11%

Źródło: Siena College Research Institute i The New York Times, marzec 2022.

Dane z drugiego sondażu warto czytać ostrożnie. Pokazują one, że wiele osób boi się reakcji na własne słowa. Nie pokazują natomiast, ile takich obaw ma realne oparcie w zdarzeniach, a ile wynika z ogólnego klimatu debaty. Ciekawe jest także to, że 22% przyznaje, iż samo ostro krytykowało innych. Rozmowa o cancel culture dotyczy więc nie „tamtych”, ale dużej części z nas.

Cancel culture w sondażach: 44% słyszało o pojęciu, 55% powstrzymało się od wypowiedzi, 84% widzi problem

Czego te dane nie mówią?

Przy tak nośnym temacie uczciwa informacja o ograniczeniach jest ważniejsza niż efektowne liczby. Oto najważniejsze zastrzeżenia.

Dane są amerykańskie.
Oba sondaże dotyczą mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Nie wiadomo, czy w Polsce odsetki wyglądają podobnie. W trakcie przygotowania tego tekstu nie znaleźliśmy porównywalnych, możliwych do potwierdzenia w źródle danych dla polskiego społeczeństwa, dlatego ich tu nie ma.

Dane mają już kilka lat.
Pew badał opinie we wrześniu 2020 roku, a Siena w marcu 2022. Od tego czasu zmieniły się platformy, a także sposób, w jaki się o tych sprawach rozmawia. Samo Pew zaznacza, że jego badanie poprzedziło kolejne głośne spory.

To opinie, nie pomiar zdarzeń.
Sondaże pytają, co ludzie sądzą i czego się obawiają. Nie mierzą, ilu osobom faktycznie odebrano pracę ani ile z tych decyzji było słusznych. Wynik „55% powstrzymało się od wypowiedzi” opisuje zachowanie deklarowane przez badanych, a nie liczbę ukaranych.

Słowa mają wiele znaczeń.
Jak widać w tabeli z definicjami, część badanych myśli o rozliczaniu, a część o prześladowaniu. Jeśli sondaż nie podaje definicji, wynik trudno porównać z innym sondażem.

Nie wiadomo, co jest przyczyną.
Z danych nie wynika, czy lęk przed wypowiedzią bierze się z cancel culture, z agresji w sieci, z polaryzacji politycznej, czy z innych powodów. Takie wnioski wymagają osobnych badań.

Dlaczego ludzie tak różnie oceniają to zjawisko?

Przyczyną jest to, że w jednym pojęciu mieści się kilka różnych sytuacji. Spór o to, czy cancel culture „istnieje”, często dotyczy tylko tego, którą z nich ktoś ma na myśli.

Bojkot konsumencki.
Ludzie przestają kupować produkt albo oglądać program, bo nie zgadzają się z poglądami lub zachowaniem twórcy. To podobne do dawnych bojkotów i zwykle mieści się w granicach wolności wyboru.

Krytyka osoby publicznej.
Politycy, celebryci i osoby pełniące funkcje publiczne muszą liczyć się z szerszą krytyką niż prywatni ludzie. Granice tej krytyki opisujemy w osobnym tekście o hejcie na radnego, wójta i urzędnika.

Fala wobec osoby prywatnej.
Najtrudniejsze są sytuacje, w których zwykły człowiek, na przykład uczeń, nauczyciel lub pracownik, staje się bohaterem jednego wpisu czy nagrania. Tu bojkot zamienia się w nękanie, a konsekwencje bywają nieproporcjonalne. Przykład z innego obszaru opisujemy w tekście o tym, jak internet wydaje wyrok po wypadku drogowym.

Nagłośnienie przez pracodawcę lub rodzinę.
Część fal przenosi się z sieci do miejsca pracy czy szkoły. Gdy do tego dochodzi, trzeba działać inaczej niż przy zwykłym komentarzu. Opisujemy to w tekście o sytuacji, gdy pracownik napisał coś kontrowersyjnego, a hejt spada na firmę.

Gdzie kończy się krytyka, a zaczyna hejt?

Wolno krytykować wypowiedzi, decyzje i zachowanie. Wolno też przestać kogoś obserwować, nie kupować jego produktów albo wyrazić swoją ocenę. Hejt zaczyna się tam, gdzie zamiast oceny pojawia się atak na osobę.

KrytykaHejt
Dotyczy konkretnego słowa lub czynuDotyczy całej osoby, jej wyglądu, rodziny, zdrowia
Zawiera argumenty i faktyZawiera wyzwiska, groźby, kpiny
Można na nią odpowiedziećMa przytłoczyć i uciszyć
Zostaje w miejscu, gdzie padła wypowiedźIdzie do pracodawcy, szkoły, rodziny, z adresem lub telefonem

Pierwszą granicą, którą łatwo przekroczyć, jest publikowanie danych prywatnych. Jeśli ktoś udostępnił czyjś adres albo numer telefonu, zobaczcie nasz tekst o doxingu, czyli ujawnianiu danych prywatnych. Drugą granicą są nieprawdziwe zarzuty. W polskim prawie inaczej traktuje się zniesławienie, a inaczej zniewagę, o czym piszemy w tekście o tym, czym się różnią i jaką drogę wybrać. Ochrona dóbr osobistych, czyli na przykład czci i dobrego imienia, wynika natomiast z przepisów Kodeksu cywilnego. Ten tekst nie zastępuje porady prawnika, który oceni konkretną sytuację.

Cztery pytania przed dołączeniem do cudzej krytyki

  1. Czy znam źródło, czy tylko cudzy cytat albo fragment nagrania?
  2. Czy to, co napiszę, dotyczy wypowiedzi lub czynu, czy samej osoby?
  3. Czy mój wpis coś doda, czy tylko powiększy zasięg fali?
  4. Jak ja bym się czuł(a), gdyby ktoś zrobił to samo z moim błędem?

Co zrobić, gdy to Wy znaleźliście się w centrum fali?

Zaczyna się zwykle od jednego wpisu, zdjęcia lub nagrania, a potem pojawiają się setki komentarzy. Poczucie, że wszyscy są przeciw Wam, jest bardzo trudne. Nie musicie z nim zostać sami.

  1. Zatrzymajcie się. Nie odpowiadajcie na gorąco i nie usuwajcie wszystkiego od razu. Każda pochopna reakcja może zostać wyciągnięta przeciwko Wam.
  2. Zabezpieczcie dowody. Zróbcie zrzuty ekranu wpisów, komentarzy i wiadomości z widoczną datą oraz nazwą konta. Jak to zrobić, opisujemy w tekście o zabezpieczaniu dowodów hejtu.
  3. Oddzielcie krytykę od ataku. Na rzeczową uwagę można odpowiedzieć lub przeprosić, jeśli popełniliście błąd. Wyzwiska, groźby i dane prywatne zgłaszajcie platformie, a groźby także policji.
  4. Poproście o pomoc zaufaną osobę. Ktoś bliski może czytać komentarze za Was i pilnować, żebyście nie robili wszystkiego sami.
  5. Zaplanujcie pierwsze godziny. Szczegółowy plan na pierwsze trzy doby znajdziecie w tekście o sytuacji, gdy Wasz wpis stał się viralem (wirusowo rozchodzącą się treścią).
  6. Dbajcie o siebie. Jeśli czujecie, że sytuacja Was przerasta, skorzystajcie z telefonów pomocowych podanych na końcu.

Ogólne zasady reagowania na atak w sieci zebraliśmy w tekście o tym, jak reagować na hejt w internecie.

Jak pisać i rozmawiać o cancel culture rzetelnie?

Ta część jest skierowana do dziennikarzy, nauczycieli i autorów, którzy chcą powołać się na dane.

Podawajcie definicję.
Zawsze wyjaśnijcie, co rozumiecie przez pojęcie. Sondaże z różnymi definicjami dają nieporównywalne wyniki.

Podawajcie kraj, rok i wielkość próby.
Wyniki Pew z 2020 roku dotyczą dorosłych Amerykanów, a próba liczyła 10 093 osoby. Nie przedstawiajcie ich jako obrazu Polski.

Odróżniajcie opinię od zdarzenia.
„55% powstrzymało się od wypowiedzi” to deklaracja z sondażu. Nie jest to liczba osób, które straciły pracę.

Pokazujcie przykłady z różnych stron.
Pojęcie bywa używane przez ludzi o odmiennych poglądach, a Pew pokazuje, że Demokraci i Republikanie wkładają w nie inne treści.

Na lekcji zacznijcie od pytania.
Na przykład: czym różni się bojkot od nękania? Gdzie jest granica między krytyką a atakiem? Młodzież często zaskakująco dobrze potrafi to opisać, jeśli nie musi oceniać konkretnej osoby.

O tym, jak hejt wpływa na odbiorców, którzy się z nim oswajają, piszemy w tekście o badaniach nad zobojętnieniem na hejt.

Podsumowanie: pojęcie jest sporne, ale dane pomagają o nim rozmawiać

Cancel culture nie ma jednej, przyjętej definicji. Jedni widzą w niej sposób, w jaki społeczeństwo odmawia poparcia komuś, kto przekroczył granicę, inni widzą masową karę bez prawa do obrony. Dostępne sondaże pokazują, że obie interpretacje mają swoich zwolenników, a o ocenie decydują doświadczenia i poglądy polityczne.

Najuczciwiej jest rozdzielić trzy rzeczy: bojkot, krytykę i nękanie. Pierwsze dwa mieszczą się w wolności wyboru i wolności słowa. Nękanie, groźby i ujawnianie danych prywatnych nie mieszczą się w żadnej z nich i można wobec nich działać.

Gdzie szukać pomocy?

Jeśli stała się Wam krzywda w sieci, skontaktujcie się z Fundacją Usuwanie Hejtu: telefon 222 900 142, e-mail biuro@usuwaniehejtu.pl. Pomożemy przygotować zgłoszenia i poprowadzimy je do końca, pomożemy zabezpieczyć materiał, a w razie potrzeby wskażemy prawnika lub psychologa. Nie ustalamy tożsamości autorów poza drogą prawną i nie zastępujemy prawnika. Działania Fundacji można wesprzeć darowizną na stronie usuwaniehejtu.pl.

Gdy zgłoszenie dotyczy treści na platformie, korzystajcie z jej formularza zgłoszeń. Groźby karalne zgłaszajcie policji. W kryzysie emocjonalnym zadzwońcie pod 116 123 (dorośli), pod 116 111 (dzieci i młodzież) albo, jeśli jesteście rodzicem lub nauczycielem, pod 800 100 100. W sytuacji zagrożenia życia dzwońcie na 112.

Najczęściej zadawane pytania

1. Co to jest cancel culture?
Według słownika Merriam-Webster to praktyka masowego „anulowania” kogoś jako sposobu wyrażania dezaprobaty i wywierania presji społecznej. W praktyce słowo to opisuje zarówno bojkot, jak i falę ataków, dlatego warto zawsze sprawdzić, co dana osoba przez nie rozumie.

2. Co znaczy słowo cancel po polsku?
Po angielsku „cancel” znaczy anulować, odwołać albo unieważnić. W wyrażeniu cancel culture chodzi o przestanie wspierania osoby, która zrobiła lub powiedziała coś uznanego za niedopuszczalne. Stąd bywa tłumaczone jako kultura unieważniania.

3. Kiedy pojawiło się pojęcie cancel culture?
Słownik Merriam-Webster podaje rok 2016 jako pierwsze znane użycie w dzisiejszym znaczeniu. Wcześniejsze ślady to zwrot z filmu z 1991 roku i odcinek reality show z grudnia 2014 roku, który rozpowszechnił się w sieci, jak opisuje Vox.

4. Czym różni się cancel culture od call-out culture?
Call-out culture to publiczne wytykanie błędów. Według Vox ma początki w internetowych blogach fanowskich. Cancel culture bywa postrzegana jako jej eskalacja, czyli przejście od wskazania problemu do żądania utraty pracy lub pozycji.

5. Ile osób słyszało o cancel culture?
We wrześniu 2020 roku co najmniej sporo o pojęciu słyszało 44% dorosłych Amerykanów, w tym 64% osób poniżej 30 lat. To dane Pew Research Center z USA. Dla Polski nie znaleźliśmy porównywalnych, możliwych do potwierdzenia wyników.

6. Czy cancel culture to to samo co hejt?
Nie zawsze. Krytyka, bojkot i rezygnacja z kupowania produktu mieszczą się w wolności wyboru. Hejt zaczyna się, gdy zamiast oceny wypowiedzi pojawiają się wyzwiska, groźby, ujawnianie danych prywatnych albo nękanie rodziny i pracodawcy.

7. Czy cancel culture istnieje naprawdę?
Zależy od definicji. Pew zauważa, że niektórzy uważają, iż zjawisko w ogóle nie istnieje, a inni widzą je jako poważny problem. Spór często wynika stąd, że ludzie mają na myśli różne sytuacje, od bojkotu po falę nękania.

8. Co wynika z sondażu Pew o cancel culture?
Wśród osób znających pojęcie 49% opisało je jako pociąganie do odpowiedzialności, 14% jako cenzurę, a 12% jako złośliwe ataki. Ogółem 58% Amerykanów uważało, że wytykanie błędów w mediach społecznościowych częściej pociąga do odpowiedzialności, a 38%, że niesłusznie karze.

9. Czy ludzie boją się wypowiadać z obawy przed krytyką?
W marcu 2022 roku 55% Amerykanów deklarowało, że w ostatnim roku powstrzymało się od wypowiedzi z obawy przed odwetem lub krytyką (Siena i The New York Times). To deklaracje z sondażu, a nie liczba osób, które rzeczywiście poniosły konsekwencje.

10. Czy takie sondaże dotyczą Polski?
Nie. Dane przytoczone w tym tekście pochodzą ze Stanów Zjednoczonych. Nie podajemy odsetków dla Polski, bo nie znaleźliśmy badań, które dałoby się potwierdzić w źródle i porównać z amerykańskimi.

11. Co zrobić, gdy stałem się celem internetowej fali krytyki?
Nie odpowiadajcie na gorąco, zabezpieczcie zrzuty ekranu z datą i nazwą konta oraz oddzielcie rzeczową krytykę od wyzwisk i gróźb. Te ostatnie zgłaszajcie platformie, a groźby także policji. Poproście o wsparcie zaufaną osobę.

12. Czy za wpis w sieci można ponieść odpowiedzialność prawną?
Tak, jeśli wpis narusza dobra osobiste, zawiera zniesławienie, zniewagę albo groźbę. Ochrona przysługuje też osobie atakowanej. Ten tekst nie zastępuje porady prawnika, który oceni konkretną sprawę.

13. Jak rozmawiać o cancel culture z młodzieżą?
Zacznijcie od pytań, a nie od oceny: czym różni się bojkot od nękania i gdzie leży granica między krytyką a atakiem. Dobrze sprawdzają się przykłady ogólne, bez wskazywania konkretnej osoby ze szkoły lub okolicy.

Źródła

A jak to wyglądało u Was? Napiszcie w komentarzu

Czy kiedykolwiek zawahaliście się przed napisaniem komentarza, bo baliście się reakcji, i co zdecydowało, że napisaliście albo odpuściliście? Czego w tym tekście zabrakło Wam do tego, żeby odróżnić uzasadnioną krytykę od hejtu w sytuacjach, które znacie z własnego otoczenia? Prosimy, żeby w komentarzach nie podawać nazwisk ani danych innych osób.

Udostępnij wpis
Zespół
Łukasz Wudyka

Właściciel firmy Pozycjonowanie Stron i prezes Fundacji Usuwanie Hejtu. Zajmuje się PR, SEO i ochroną reputacji w sieci.

Komentarze

Wszystkie komentarze sprawdzamy przed publikacją. Emblemat przy nicku to ranga za wsparcie fundacji. Zdobądź swój emblemat